wtorek, 7 lutego 2017

Rozdział.14.

Tydzień później Arivan pracowała nad swoimi mocami w sali treningowej. Prócz niej był jeszcze tylko Magnus, który co chwilę wzdychał zrezygnowany, że dziewczyna nie skupia się na tym co on mówił, oraz Samuel który czytał książkę w kącie sali i co jakiś czas zerkał na swoją ukochaną z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Wciąż myślał, czy powiedzieć jej o tym, co usłyszał, podsłuchując rozmowę wampirów. Wiedział, że nie mogli im ufać i powinni uważać na to co przy nich mówią i robią, ale nie chciał dokładać kolejnych zmartwień dziewczynie, która miała już i tak sporo na głowie.
Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Arivan była strasznie rozkojarzona. Cały czas myślała o tym jak przechytrzyć Lucyfera i ochronić całą armię. Nie chciała dopuścić do kolejnych śmierci kogokolwiek. Martwiła się, że gdy on znów zaatakuje nie będą w stanie się obronić i przegrają, dlatego też zaraz po treningu większość czasu spędzała u siebie w pokoju czytając Księgę. Próbowała znaleźć w niej informacje o Pół Raju i jak się do niego dostać, ale puki co nie doszła do tego. Owszem dowiedziała się wiele o swojej rasie, która już praktycznie wyginęła. Pomogło jej to w opanowaniu samej siebie i mocy, oraz przybliżyło jej prawdziwą naturę. Starała się wszystko przyswajać jak najszybciej, ale nie było to łatwe, kiedy od świtu do południa trenowała z Magnusem magię, potem miała trening sztuk walki z Lukasem i Samuelem przez trzy godziny. Dalej miała trochę wolnego czasu dla siebie, więc szła coś zjeść, nie raz odwiedzała chorych w sali szpitalnej, którzy cieszyli się jej widokiem lub szła na spacer po ogrodzie, aby pomyśleć w samotności. Niby do następnego dnia miała wolne, ale w praktyce prawie co dnia było spotkanie w sprawie Lucyfera i jego armii. Kończyło to się zwykle kłótnią, bo król wampirów chciał ich pierwszy zaatakować, a cała reszta uważała, że przyniesie im to zgubę.
Arivan przywykła już do tego i nawet nie zauważyła, że niektóre czynności robiła odruchowo i bez zastanowienia, jak to że zwykle o osiemnastej szła do sali obrad, gdzie zawsze było spotkanie. I to jej nie przeszkadzało.
Prócz martwienia się jednak o wojnę i swoją armię, bała się o swojego przyjaciela wampira. Vlad nie wrócił do zamku od kilku dni i nie dawał żadnego znaku życia. Dziewczyna pytała jego ojca o to, ale ten zbywał ją zawsze tą samą śpiewką : "Vladimir jest dorosły i ma prawo robić co chcę. Pewnie poluje, albo musiał się odstresować. Nie dziwię mu się" Mówił to zawsze z wyrzutem w jej stronę. Domyślała się, że obwiniał ją o to i miała poniekąd rację. Chociaż Samuel zapewniał ja, że to nie jej wina i nic nie mogła poradzić, to ona czuła, że wampir uciekł, bo nie mógł znieść tego, że nie odwzajemniała jego uczuć. Była zła sama na siebie za to, ale nie mogła nic poradzić na to co czuła i do kogo. Nie dałaby rady wymusić tego uczucia do Vlada, bo prędzej czy później pękłaby i cierpiałby o wiele bardziej. Musiał to kiedyś zrozumieć.
— Ari jesteś tutaj w ogóle? —  zapytał po raz któryś Magnus, widząc jak dziewczyna odpłynęła w swoje myśli.
Potrząsnęła szybko głową, skupiając się na nim i słuchając tego, co mówił.
—  Co się z tobą dzieje? Od godziny w ogóle mnie nie słuchasz i nie wychodzą ci zaklęcia. Musisz się skupić, bo inaczej w bitwie z Lucyferem przegrasz po pierwszym jego ataku —  ostrzegł Magnus. 
Nie mówił nerwowym tonem, tylko bardziej ojcowskim, zmartwionym.
Arivan skinęła głową i westchnęła siadając na podłodze po turecku. Z kąta sali spojrzał na nią Samuel i widząc jej wyraz twarzy, odłożył książkę i wstał, aby do niej podejść.
—  Nie mogę przestać myśleć o Vladimirze. Nie odzywa się od tygodnia. Martwię się o niego. Nie powinien zniknąć na tak długo bez wieści, szczególnie teraz kiedy Lucyfer szykuje się na wojnę. Wie, że może stać się jego celem —  wyznała dziewczyna, i przeczesała dłonią rozpuszczone włosy. 
Próbowała zahamować emocje, ale nie szło jej to nigdy dobrze. Wyczytała w Księdze, że Wybrana będzie zawsze czuć wszystko o wiele bardziej, również uczucia innych i to jest jej słabością, ale i siłą. Musi tylko nauczyć się nad tym panować, a jej to nie szło za dobrze.
—  Vladimir jest dorosły i wie co robi. Napewno nie dałby się schwytać Upadłym, jest zbyt sprytny na nich. Może po prostu poluje, albo szuka dodatkowych sprzymierzeńców dla ciebie  —  powiedział spokojnie Magnus, patrząc w jej zielone oczy pełne zmartwienia i troski. 
Wiedział ile ta dziewczyna zniosła bólu, straty i mimo to nie poddała się i nadal walczyła. Podziwiał ją za to i dlatego był gotów umrzeć za nią.
—  Niby kogo jeszcze? —  zapytała sucho, patrząc na swoje dłonie pokryte niewielkimi bliznami po wielu starciach z demonami.
—  Czarowników. Oprócz mnie jest tu ich niewiele, a zapewne Lucyfer chcę mieć moją rasę po swojej stronie. Vlad pewnie próbuje przekonać resztę, aby dołączyła do twojej armii  —  odpowiedział mężczyzna.
—  Albo knuje jak nas stąd wyrzucić —  rzucił nagle Samuel, który stał obok czarownika i przyglądał się swojej ukochanej z troską. 
Musiał jej w końcu to powiedzieć.
—  Co ty mówisz Samuel? Nie zrobiłby tego. Jest po naszej stronie —  powiedziała zdenerwowana Arivan, podnosząc na niego wzrok.
—  Wiem, ale jego ojciec tylko czeka na pretekst, żeby się nas wszystkich stąd pozbyć. — odpowiedział nerwowy, przypominając sobie to co usłyszał tamtego wieczoru, gdy wracał do pokoju po krótkiej rozmowie na korytarzu z Lukasem.
— Skąd to wiesz? To poważne zarzuty —  odezwał się Magnus, przeszywając go wzrokiem.
Chłopak nie mógł wyczuć czy czarownik go lubił czy nienawidził. Samuel chwilę milczał, czując na sobie wzrok dziewczyny i mężczyzny oczekujących wyjaśnienia.
— Jeżeli mówisz tak, bo nie lubisz Vlada to...
— Nie nie mówię tego, bo go nie trawię chociaż tak jest, ale dlatego że słyszałem ich rozmowę ponad tydzień temu —  odpowiedział w końcu, patrząc raz na niego raz na nią.
—   O czym była ta rozmowa ? —  zapytała natychmiast Arivan, wstając i krzyżując dłonie na piersi.
Samuel wziął głęboki oddech i zaczął mówić:
—  Słyszałem jak wściekły Valentaine mówił, że nie nadajesz się do prowadzenia armii, bo jesteś gówniarą i że Emilia na królową fearie to kompletna głupota. Uważał, że to on powinien zostać dowódcą i władcą fearie, bo ty sprowadzisz na nich zagładę.
— Cały czas tak gadał to nie jest tajemnicą, że uważa mnie za małolatę, która nie nadaje się do roli Wybranej —  skomentowała Arivan oschle, ale Samuel mówił dalej.
—  To nie wszystko. Vladimir powiedział, że muszą zaczekać, a potem uderzyć na was i zabrać ci władzę. Za to jego ojciec stwierdził, że nie będzie czekał i że muszą zacząć działać natychmiast i zabrać ci władze. — dokończył i zamilknął, patrząc to na Magnusa, to na Arivan i czekając na ich reakcję.
— Zawsze twierdziłem, że on jest chory  —  odezwał się w końcu czarownik, ale nie brzmiał jakby żartował.
—  Ale co on chcę wykombinować. Nie powiedział nic konkretnie i to mnie najbardziej martwi —  powiedział chłopak, patrząc na milczącą ukochaną, która nie podnosiła głowy.
—  Ari powiedz coś —  poprosił, a dziewczyna czuła na sobie wzrok obu chłopaków i czuła się coraz słabiej. Jeszcze brakowało jej wewnętrznych konfliktów, pomiędzy nimi.
—  Nie możemy powiedzieć nic Lukasowi i tak ma za dużo zmartwień —  odezwała się nagle stanowczo, podnosząc na nich wzrok.
—  Dlaczego? Załatwiłby Valentaina i byłby spokój —  powiedział zdenerwowany na wampiry Samuel.
—  Lukas ma już dostatecznie dużo na głowie. Sama to załatwię, a was proszę o milczenie i obserwowanie tego durnia, bo jeszcze będziemy mieli tu jakiś bunt —  powiedziała ostro i stanowczo.
—  Magnus możesz jej przetłumaczyć, bo mnie nie posłucha —  zwrócił się do czarownika chłopak z nadzieją, że stanie po jego stronie. Ten jednak uśmiechnął się blado do Wybranej i powiedział:
—  Ona tutaj rządzi, więc musimy się słuchać Samuel, bo jeszcze nas spali  —  miał to być chyba żart, ale zabrzmiał poważnie.
Arivan uśmiechnęła się i widząc zasmuconą minę ukochanego pocałowała go w polik, zapewniając że nic się jej nie stanie. Nie mogła jednak powiedzieć tego o Vladzie, którego miała już serdecznie dosyć.
***********************
Chłopak obudził się na kanapie w salonie, w którym już od dawna nie był. Bolał go brzuch, co nie było częste, ale dobrze wiedział o co chodziło.
Rozejrzał się za swoją przyjaciółką, która akurat weszła do salonu z tacą i ziółkami w szklance. Uśmiechnęła się na jego widok i postawiła tacę na stoliku obok kanapy.
—  Jak się czujesz ? —  zapytała, dotykając jego głowy. Była jednak zimna tak jak cały on przez to, że był wampirem.
Vladimir najpierw przyjrzał jej się uważnie. Wyglądała inaczej niż przy ich ostatnim spotkaniu. Teraz miała długie fioletowe włosy zaplecione w luźny warkocz i jaśniejszą cerę. Jej oczy takie same jak kiedyś świeciły niezwykłym błękitem, zupełnie jakby widać w nich było ocean. To znak szczególny czarownicy którą była. Miała na sobie długą suknie w kolorze jasnego fioletu, która pasowała do włosów. Miała też spory dekolt, ale nie pokazywała jej całych piersi, które dawniej widział doskonale. Były piękne i takie delikatne, gdy je całował.
—  Jakbym dostał kołkiem w brzuch —  zażartował wampir, siadając na kanapie i uśmiechając się do niej.
—  Nic dziwnego. W coś ty się wplątał Vlad?
— W nic. Dobrze wiesz jakie teraz są czasy, aż zdziwiłem się, że nie dołączyłaś do armii — odpowiedział spokojnie.
—  To nie dla mnie. Nie jestem stronnicza i nie chcę spotykać wielu osób, wole być sama. Puki co miewam się dobrze,a ty dlaczego uciekłeś z zamku? Podobno byłeś najbliższym przyjacielem samej Wybranej —  zapytała ciekawa Katerina. 
Zawsze była ciekawska i chciała wszystko wiedzieć,  ale tę cechę lubił w niej chłopak najbardziej. Nic się przed nią nie ukryło.
—  Nie jestem jak widać. Nie mogłem znieść tego wszystkiego i potrzebowałem odsapnąć  —  odpowiedział znudzony, starając sobie nie przypominać o Arivan. 
Tęsknił za nią i to bardzo, ale nie potrafił znieść tego, że wybrała syna Lucyfera zamiast niego. Był strasznie wściekły na nią za to, ale również martwił się czy wszystko było z nią w porządku.
— Właśnie się domyśliłam, ale nie wyszło ci to na dobre, ale dlaczego zostawiłeś tą całą Wybraną skoro ją kochasz? —  zapytała, uśmiechając się krzywo i nie spuszczając z niej wzroku. 
Wampir uśmiechnął się krzywo, kiwając głową. Dobrze wiedział, że Katerina potrafiła wyczuć bardzo dużo i była niezwykle spostrzegawcza.
—  Ona mnie nie kocha —  odpowiedział sucho i zamilknął.
—  Biedny Vlad powinieneś już dawno zrozumieć że miłość jest dla śmiertelnych — powiedziała spokojnie czarownica, wiedząc co czuł. 
Dawno temu i ona zakochała się w śmiertelniku i skończyło się to tym, że przez pięćdziesiąt lat zamknęła się w swoim mieszkaniu w Australii i nie wychodziła z niego. Dopiero dziesięć lat temu wróciła tutaj. Chciała oszczędzić tego jemu.
— Śmiertelnicy zawsze umierają, a my jesteśmy nieśmiertelni, dlatego dla nas nie powinna istnieć miłość, bo zawsze kończy się bólem straty — dodała smutno i zapatrzyła się na chwilę na obraz nad kanapą.
— A jednak ciężko jest ją powstrzymać, nawet w umarłym sercu jak moje — powiedział sucho Vlad i również zamyślił się. 
Przypomniała mu się Arivan, podczas tańca na jej urodzinach. Była taka piękna i niewinna. Tak mocno ją kochał. Szkoda tylko, że ona nie odwzajemniała jego uczuć.
— Dlatego musimy zapomnieć o naszych miłościach i wiązać się tylko z nieśmiertelnymi — odezwała się po dłuższej chwili Katerina z uśmiechem na ustach. — A właśnie Vlad miałam ci coś powiedzieć i zupełnie zapomniałam. Nie możesz u mnie zostać — dodała po chwili, a on spojrzał na nią lekko zdziwiony.
— Dlaczego? Myślałem że mi pomożesz — powiedział wampir.
— Chciałabym, ale... — zaczęła czarownica, ale wtedy rozległo się pukanie do drzwi. 
Kobieta wstała, aby otworzyć drzwi, ale wtedy coś wyczuła. Tę ciemną aurę, która emanowała z czwórki mężczyzn stojących za drzwiami wejściowymi. Wiedziała kim byli.
— No i mamy kłopoty — powiedziała tylko i wyprostowała się, aby przyjąć gości. — Siedź tutaj cicho i nie ruszaj się — dodała, po czym wyszła z pokoju, aby otworzyć drzwi.
— Witam, w czym mogę wam pomóc — odezwała się spokojnie Katerina do gości, a Vladimir przysłuchiwał się dokładnie, bojąc się o swoją starą przyjaciółkę.
— Szukamy pewnego wampira i wiemy, że jest u ciebie — odezwał się jeden mężczyzna, a on od razu rozpoznał, że to Upadły. 
Chciał już wybiec, ale pamiętał o co prosiła go znajoma. Dlatego siedział spokojnie na kanapie i czekał na przebieg wydarzeń.
— Coś się wam musiało pomylić. Nie było u mnie wampira od ponad pięćdziesięciu lat i wtedy też został tylko na jedną noc. — zażartowała kobieta, próbując zapanować nad emocjami. Nie chciała sprowadzić na siebie i przyjaciela zguby.
— Wydaje nam się, że jednak nie — powiedział mężczyzna i chwilę potem drzwi salonu otworzyły się z hukiem i pokazało się w nich czterech mężczyzn,a wśród nich jeszcze Katerina. Vlad momentalnie wstał i napiął mięśnie, czekając na atak wroga.
— Kłamałaś. Brać ją — zwrócił się ostro do kobiety i dwóch z nich chwyciło ją unieruchamiając. 
Rzucała się, a w jej oczach widział strach i błaganie o pomoc. Ruszył jej na pomoc, ale Upadły zagrodził mu drogę. Wampir próbował się wyrwać, ale zaraz złapał go drugi i nie miał dosyć siły, aby się uwolnić. Mimo to wciąż walczył. Nie chciał, aby stała się jej krzywda. Była dla niego bardzo ważna i nie mógł jej stracić. Nie wytrzymałby tego. Starczyło, że stracił Wybraną.
Katerine trzymał tylko jeden Upadły Anioł, ale i tak nie mogła się wyrwać. Miała mało siły, po tym jak zużyła sporo magii na uratowanie Vladimira.
— Teraz będziesz patrzył jak umiera — zapowiedział mężczyzna i jednym szybkim ruchem podszedł do czarownicy i poderżnął jej gardło mieczem. 
Nawet się nie zawahał. Krew bluzgnęła na podłogę, a ona zaczęła się krztusić. Włożyli jej do gardło jarzębinę i puścili. Upadła na ziemię dusząc się. Nic nie mogła zrobić i wiedziała, że zaraz umrze. Poddała się i nie walczyła.
Vladimir dostał szału widząc umierającą przyjaciółkę i zaczął się rzucać. Wyrwał jedną dłoń i uderzył drugiego, który jednak nie puścił go. Zaczęli się szarpać i wtedy właśnie jeden z nich wbił mu miecz w plecy. Vlad krzyknął i upadł na kolana na podłogę, po czym spojrzał na Katerinę, której oczy nie były już lśniące tylko zupełnie wygasłe. Patrzyły na niego z strachem i bólem,a on do końca życia nie mógł zapomnieć tego widoku. Upadł na ziemię, czując jak braknie mu sił. Wiedział, że to go nie zabije, ale stracił wiele sił. W dodatku śmierć Kateriny zabrała mu kolejny powód do walki. Było mu wszystko jedno, co się z nim stanie.
— Przepraszam — wyszeptał do zmarłej czarownicy, a po jego policzkach spłynęła samotna łza w kolorze krwi. 
                                   ****************************
 Witam was po baaaardzo długiej przerwie. Wiem, że miałam tutaj już nie wracać, ale zmieniłam zdanie. Nie będę się tłumaczyć dlaczego, po prostu ja bez pisania to nie ja. Dlatego postanowiłam dokończyć tę powieść, a potem kto wie, może napiszę coś innego. Puki co mam nadzieję, że to wam się spodoba i chociaż część z was dotrwa do końca. Przepraszam za tą długą przerwę i czekam na wasze opinie. Do zobaczenia przy kolejnym rozdziale buziaki :*
Ps. Kolejny rozdział powinnam dodać w ciągu dwóch tygodni MAX :*
                                  - Dont Cry To Me

1 komentarz:

  1. Wybacz, ze bez polskich znakow, ale pisze z telefonu.
    Ogolnie to nie jest najgorzej. Rozdzialy maja odpowiednia dlugosc, sa ciekawe, trudno sie przy nich nudzic. Nic nie dzieje sie za szybko, akcja odpowiednio nabiera tempa. Zdania nie sa moze najlepiej zbudowane, ale z kazdym rozdzialem widac, ze sie wyrabiasz. Postacie sa ciekawe, choc sama Arivan troche mnie denerwowala, zwlaszcza glupawymi tekscikami o myciu zebow. Radzilabym jednak troche zadbac o nowych czytelnikow - wcisnac becie calosc opowiadania, bo przecinki sa w zupelnie przypadkowych miejscach i trudno sie przez to czyta.
    Zapraszam tez do mnie:
    http://preludiumofwyverntrylogy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń