piątek, 29 stycznia 2016

Epilog

      Arivan nawet nie zapytała jak się on czuję. Wybiegła po prostu z pokoju i co sił w nogach pognała do skrzydła szpitalnego. Liczyło się tylko to, że jej ukochany się obudził. Chciał go zobaczyć. Porozmawiać. Miała tyle pytań do niego. Tyle chciała się dowiedzieć. Nie mogła doczekać się tego jak przytuli ją do siebie. Tak jej brakowało jego silnych i ciepłych ramion. Jego głosu i słodkiego uśmiechu. Tak tęskniła za jego ustami. Miała tylko nadzieję, że wszystko z nim w porządku. Nie myślała teraz o wydarzeniach z lasu i o tym, że próbował ją zabić. Nie chciała tego pamiętać. Chciała tylko go zobaczyć i znów poczuć, że ma po co żyć. Jej serce wyrywało się do niego, a każde uderzenie, gdy nie była obok bolało jakby ktoś wiercił jej dziurę. Przez ten długi czas, była przekonana, że straciła go na dobre. Że już nigdy nie poczuję jego zapachu. Jego cudownych oczu. Nigdy już go nie przytuli i nie zobaczy jego dłoni, które zgrabnie malują linie ołówkiem. Jego klatki piersiowej, która unosiła się równomiernie i ust, które tak pięknie wypowiedziały te dwa słowa. Myślała, że już nigdy go nie zobaczy, a tym czasem leżał w łóżku i wyglądało na to, że było z nim wszystko w porządku, a po ranie w brzuchu nie było zapewne śladu. Gdy tylko dobiegła do drzwi, nie spojrzała nawet na lekarza w pokoju obok, tylko wbiegła na salę i stanęła niepewnie. Samuel pół siedział, pół leżał na łóżku i patrzył się w sufit. Nic nie mówił, nie uśmiechał się, ale oddychał. Wydawało się, że odpłynął w myślach. Nagle nie wiedziała co zrobić. Jak zareagować. Czuła się, jakby znów był jej obcy. Jakby dopiero mięli się poznać. Czuła dziwne skrępowanie. Mimo to serce zwyciężyło i podeszła bliżej. Gdy tylko to zrobiła, spojrzał na nią i na jego ustach wykwitł uśmiech. Ale nie ten, który uwielbiała. Ten był zimny i złośliwy. Zupełnie nie podobny do niego.
- Moja wielka bohaterka-pojawił z jadem w głosie. Zdziwiło ją to, ale nie miała zamiaru uciekać. Musiała z nim porozmawiać. Za długo go nie było, aby teraz tak po prostu odpuściła mu.
- Pamiętasz mnie?-zapytała nieśmiało, podchodząc bliżej. Zaśmiał się sucho, a ją aż przeszły dreszcze.
- Pamiętam, że chciałem cię zabić, a ty nie byłaś w stanie mnie zaatakować. Pamiętam jak uśmierciłaś moich rodziców. I chcę zemsty-odpowiedział oschle, a ona poczuła ukłucie w sercu. On miał wyprane wspomnienia. Zmienili go tam tak. aby jej nienawidził.
- Nie zabiłam ich. To jeden z Upadłych. Nie było mnie tam. Nie zdążyłam ich uratować, ani ciebie. Prze..Przepraszam-wyjąkała i poczuła jak łza pociekła po jej policzku. Szybko starła się, nie chcąc ukazywać słabość. Chłopak patrzył na nią uważnie i widziała, że jest zmieszany. Chciał jej wierzyć, ale w głowie pojawiały się urywki wspomnień, gdzie Arivan stoi nad ciałami jego rodziców z zakrwawionym mieczem. Znów poczuł nienawiść.
- Kłamiesz. Oni próbowali cię powstrzymać.
-Nie! Samuel zrozum, że oni ich zabili. Chcieli cię dostać i zmienili ci pamięć, abyś mnie znienawidził, bo wiedzą, że nie pomógłbyś im, gdybyś....-Arivan przerwała, czując, że nie przejdzie jej to przez usta. Widziała i czuła jaki miał stosunek do niej i to strasznie ją raniło, ale mimo to nie miała zamiaru się poddać. Odzyska swojego dawnego ukochanego, ale Lucyfer zapłaci jej za to wszystko i to będzie okrutna zemsta.
- Gdybym co? Ostrzegali, że będziesz próbowała mnie przekonywać. Nie dam ci się. Zabiję cię za moich rodziców. Ty powinnaś umrzeć.-powiedział sucho i poderwał się z łóżka. Stanął na równych nogach. Miał na sobie koszulkę i spodnie, które opinały jego mięśnie. Zaczął iść w jej stronę z rządzą mordu w oczach. Przerażona zaczęła się cofać przed nim. Nie wiedziała co robić. Nie była w stanie go zaatakować i skrzywdzić. Była bezsilna, wobec niego. Mógł ją zabić,a ona nie powstrzymałaby go.
-Czy ty nie pamiętasz co ci powiedziałam wtedy w lesie? Ja cię kocham i nie będę z tobą walczyć. Możesz mnie zabić, a ja cie nie powstrzymam. Skoro tego chcesz to zgoda. Ale zapamiętaj jedno, ja zawsze będę cię kochać.- powiedziała spokojnie, a łzy popłynęły po jej policzkach. Zatrzymała się i podszedł do niej z kamienną twarzą. Jego szaro-niebieskie oczy wyrażały zmieszanie i strach. Wyciągnął w jej stronę rękę, a ona cała się napięła, szykując się na falę bólu. Nie nadeszła, jednak. Zamiast tego jego dłoń delikatnie przejechała po jej poliku, przyprawiając o dreszcze. Wpatrywała się w niego. nie mogąc oderwać wzroku. W jego oczach znów pojawiało się to co dawniej. Ten cudowny płomień w jego oczach i to ciepło, bijące od niego. Nie była w stanie się ruszyć, była zbyt przerażona i zastygła jak kamień. Czekała co on zrobi. On jednak przeniósł rękę na jej szyję i delikatnie przejechał po niej opuszkami palców. Następnie dotknął jej skroni i poczuł niewielką bliznę. Coś jakby przeskoczyło i przypomniał sobie skąd się pojawiła. Spojrzał jej w oczy, a ona uśmiechnęła się nieśmiało.
-Ari...Ari....-próbował coś jej powiedzieć, ale wtedy coś mu się stało. Odsunął się od niej i zacisnął z całej siły dłonie w pięści. Jego oczy znów zrobiły się ciemne i momentalnie twarz się zmieniła. To już nie był jej ukochany Samuel.
- Uciekaj-wysyczał tylko,a potem rzucił się na nią. Nie była w stanie zrobić nawet kroku. Upadła, a on na niej usiadł i przyłożył dłonie do szyi. Zaczął ją dusić, a ona czuła jak braknie jej powietrza. Próbowała za wszelką cenę nabrać go i poluźnić chwyt, ale był silniejszy. Płuca zaczęły ja palić, a gardło momentalnie wyschło. Chciała go zrzucić z siebie, ale była unieruchomiona. Powoli widziała mroczki przed oczami, ale starała się nie stracić przytomności. Skupiła się na jego oczach, a nie na okropnym bólu. I wtedy zobaczyła zamęt w jego głowie. Zobaczyła jak te prawdziwe wspomnienia, mieszają się z tymi fałszywymi. Widziała jak całują się pod murem i nagle to się rozmywa i widać jak niby ona go atakuję pod murem i próbuję zabić, a na odsiecz przychodzą Upadli.Większość wspomnień taka była. Prawdziwe zmienione tak, że ona wychodziła na potwora, a Upadłe Anioły na bohaterów. Serce pękało jej na to co oni mu zrobili i wiedziała, że dlatego tak się zachowywał. Sam nie wiedział co miał myśleć i jak postępować. Chciała zajrzeć jeszcze głębiej i wpuścić jej wspomnienia. Te prawdziwe, ale ból w klatce piersiowej był silniejszy. Zaczęła tracić przytomność i czuła jak jego dłonie, zaciskają się do końca,a ją ogarnia przerażająca ciemność. W ostatnim momencie, jednak nacisk  zelżał, a ona znów mogła oddychać.Momentalnie otworzyła oczy i wzięła głębokie hausty powietrza. Starała się uspokoić oddech i oddychać miarowo, ale łatwe to, to nie było. Spojrzała zamglonym wzorkiem w górę i zobaczyła, jak rzucającego się Samuela, dwójka lekarzy, kładzie na łóżku.
- Zwiążcie go!-usłyszała krzyk Vlada, gdzieś nad sobą. Powoli usiadła, choć sprawiło to niezłe zawroty głowy. Podparła się dłońmi i oddychała głęboko. Poczuła jak wampir jest przy niej i kładzie dłonie na ramionach.
-Chciałem cię ostrzec.-powiedział niemal przepraszająco, a ona uśmiechnęła się uspokajająco, choć miała ochotę płakać, bo jej ukochany znów, chciał ją zabić. Wiedziała przynajmniej dlaczego. I obiecała sobie w duchu, że zabiję tego kto mu to zrobił. Sama również mogła zginąć, ale dorwie go.
- Nic nie szkodzi.-powiedziała po dłuższej chwili, gdy już w miarę mogła oddychać. Chciała wstać, ale poczuła zawroty głowy, co od razu zauważył Vladimir i od razu ją podtrzymał i pomógł. Stała na chwiejnych nogach i spojrzała na łóżko. Samuel leżał w miarę spokojnie i patrzył na sufit. Chciała do niego podejść, ale zatrzymał ją przyjaciel.
-Daj mu odpocząć. Lekarze chcą sprawdzić, jak bardzo wyprali mu mózg-szepnął jej na ucho, a ona skinęła głową. Nie miało sensu, aby tam siedzieć. Z resztą nie czuła się na siłach. Nie powiedziała nic tylko odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem wyszła z sali. Nie spojrzała nawet, czy Vlad szedł za nią. Nie obchodziło ją to. Chciała zostać sama. Czuła, że zaraz się rozpłaczę. Straciła wszelkie siły na udawanie i chciała móc się rozpłakać jak małe dziecko i żeby ten cały ból uleciał razem ze łzami. Kiedy dochodziła już do drzwi pierwsze krople, pojawiły się na jej polikach. Nie powstrzymywała się. Zacisnęła ciasno ręce na piersi i wyszła na dwór. Nie patrzyła za siebie. Szła w stronę ogrodu i szukała jak najbardziej samotnego miejsca. Gdzieś, gdzie nikt by jej nie znalazł. Gdzie mogła być sama. Ominęła róże i tulipany, aż doszła do krzewów z winogronami. Za nimi widziała starą wierzbę, której gałęzie sięgały do ziemi i tworzyły idealną kryjówkę. Ostrożnie przeszła przez winogrona. Nie obyło się bez rozdarcia spodni, ale nie zwróciła na to uwagi. Weszła pod wierzbę i usiadła pod konarem. Kolana podsunęła pod brodę i zamknęła oczy. Czuła się całkowicie oddzielona od reszty świata i tego potrzebowała. Odciąć się od wszystkich. Łzy płynęły po jej polikach, a ona wreszcie mogła przestać udawać silną. Wszystko ją przytłaczało. Nadchodząca wojna i to, że miała stworzyć armię przeciw Upadłym. Odzyskanie Samuela, który jej nienawidził i uważał za potwora. W dodatku była całkiem sama, bo przed wszystkimi musiała udawać silną i zdecydowaną, a była kompletnie przerażona. Czuła się jak małe dziecko, które zgubiło rodziców w galerii i nie mogła nigdzie ich znaleźć. Niestety jej rodziciele nie żyli od kilku lat i sama musiała się wychować. Teraz bardzo potrzebowała ich rady i wsparcia, ale mogła liczyć tylko na siebie. I to ją przytłaczało. Wiedziała, że nie da sobie rady sama z tym wszystkim, a na pewno nie z poprowadzeniem armii, na wojnę. Chciała bynajmniej, aby Samuel był przy niej i wspierał ją, a nie próbowała za każdym spotkaniem zabić. Serce znów pękało na kawałki, choć odzyskała tą drugą połowę. Niestety była ona przyszyta tylko na 3 szwy,a potrzeba było ponad 20, aby przestało boleć. Marzyła o dniu, gdy znów go zobaczy i przytuli, ale w najgorszych snach nie wyobraziła sobie takiego obrotu spraw jak w lesie, czy w szpitalu. Wydawało się, że przypomniał sobie prawdę, ale zaraz znów był taki jak wtedy przy Lucyferze. Miała nadzieję, że on wyzdrowieje z tego i wróci do niej, ale szczerze ta nadzieja malała,z a każdym razem, gdy przypomniała sobie sytuacje z sali szpitalnej. Potrząsnęła głową i otarła łzy z policzków. Musiała się pozbierać, ale co chwila pojawiały jej się ciemne oczy chłopaka, pełne nienawiści i znów płakała. Kochała go na zabój, a on ją nienawidziła i za co? Za rzekome morderstwo na jego rodzicach. Ona nigdy by tego nie zrobiła. Widziała ich ciała i była załamana tym widokiem. Niestety nie poświęciła czasu, aby chociażby ułożyć ich i obmyć trochę, bo zbyt była przerażona zniknięciem Samuela. Bała się, że również nie żył, ale czuła wtedy, że jeszcze oddychał. Niestety później okazało się, że dokonano na nim egzekucji na sali obrad w Alias. Przynajmniej tak jej wmówiono. To wszystko było sprawką zdrajców z Rady Starszych i samego Albusa Black'a. Nie spodziewała się tego,a okazało się, że był prawą ręką Porannej Gwiazdy. Uknuli to wszystko,aby ona się załamała i nie była w stanie walczyć przeciw nim, ale nie wszyło im, bo ona wciąż miała w sobie siłę. I nienawiść do Upadłych Aniołów. Wymyślili, więc że oddadzą jej go, ale to już nie będzie ten sam chłopak. Ten będzie maszyną do zabicia Arivan. I pewnie już by było po niej, gdyby nie to, że on coś pamiętał i starał się wszystko poukładać w głowie, ale gdy próbował zaraz znów zmieniał się w tego potwora,którym stał się przez Lucyfera. Ale ona nie miała zamiaru się poddać i znów go stracić. Gotowa była zrobić wszystko, aby jej dawny Samuel wrócił do niej. Otworzyła oczy i spojrzała na zielone liście wierzby. Przetarła łzy i zacisnęła pięści.
-Zabiję go-szepnęła sama do siebie. Musiała jak najszybciej dorwać Upadłego i zemścić się. Może wtedy Samuel odzyska właściwą pamięć i wróci do niej. Nie miała, jednak pojęcia, jak dostać się do ich siedziby. Ktoś jednak mógł to wiedzieć. Powoli wstała i otrzepała ciuchy. Nie mogła siedzieć i się załamywać. Musiała działać.Musiała pogodzić rasy i przygotować je do wojny. Musiała jakoś przywrócić właściwą pamięć ukochanemu. Choćby oddała za to życie, to zrobi to.
Wyszła z pod wierzby i przedostała się przez winogrona na kamienną ścieżkę. Akurat, gdy chciała iść pogadać z Lukasem, dojrzał ją Vladimir. Dzięki szybkości wampira, był przy niej w kilka sekund.
- Gdzieś ty była?-zapytał się, zaniepokojony.
- Musiałam pobyć sama-odpowiedziała spokojnie i ruszyła wolnym krokiem przed siebie. Skinął tylko głową i zamyślił się.
- Lekarze twierdzą, że użyto na nim jakiś trucizn i nie tylko, aby zmienić mu pamięć-powiedział po chwili, a ona spojrzała na niego. Wiedziała o kogo mu chodziło. Nie czuła się na siłach, aby o tym rozmawiać, ale nie chciała też, aby coś przed nią ukrywano. Nie o nim. Przez chwilę milczała, patrząc na piękne kwiaty. Czerwone róże, akurat rozkwitły i wyglądały bajecznie.
- Ale pomogą mu?-zapytała po chwili,a on nie odpowiedział. Przygryzł dolną wargę, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Próbują, ale ciężko będzie. Powinnaś spędzać z nim czas i może opowiedzieć mu o waszych wspólnych chwilach. Może to pomoże-zaproponował, a ona zgodziła się markotnie. Nie miała ochoty na rozmowy. Starała się myśleć tylko o zemście na Lucyferze. O niczym innym. Kiedy doszli do bramy ogrodu to pojawił się Lukas. Na widok dziewczyny uśmiechnął się, ale widząc jej stan od razu zniknął z jego twarzy uśmiech. Podszedł do niej zaniepokojony.
-Vladimirze zostaw nas samych-powiedział ostro, a chłopak wydawał się zdziwiony. Spojrzał na Ari, ale ta uśmiechnęła się blado i skinęła głową. Trochę zawiedziony odszedł od nich i skierował się do drzwi zamku.
-Chodźmy, usiąść-powiedział i skazał na ławkę obok. Usiadła na niej i spojrzała na swoje dłonie.
- Coś się stało?-spytał,a ona wzruszyła ramionami.
-On mnie nienawidzi. Wyprali mu mózg i nienawidzi mnie-powiedziała z goryczą w głosie, patrząc na swoje dłonie, który miała niewielkie blizny po różnych walkach. Blackwell położył dłoń na jej plecach w geście pocieszenia.
- To nie tak. Daj mu czas i pomóż mu odnaleźć prawdę-poradził,a ona spojrzała mu w oczy z bólem, widocznym w całej twarzy.
- Jak? Próbowałam z nim rozmawiać. Przez moment był sobą, a potem znów chciał mnie zabić-powiedziała sucho i spuściła wzrok, zasłaniając włosami szyję. Wiedziała, że ślady na pewno były.
- Wiem. Chcieli go uśpić, ale nie pozwoliłem im na to.- dziewczyna skinęła głową i zamilkła na chwilę. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie miała odwagi zapytać o Lucyfera i oto co z wojną. Zbyt bała się odpowiedzi. Jednak niewiedza była gorsza od prawdy.
- Arivan musisz być twarda. Jesteś Wybraną i musisz być przykładem dla reszty. Jeśli ty się załamiesz to cała armia też-powiedział poważnie, a ona skinęła głową. Dobrze o tym wiedziała, ale nie trzeba jej było tego przypominać co chwila. To tylko pogarszało jej sytuację. Znów miała ochotę płakać i najchętniej poszłaby po prostu przed siebie do lasu i nigdy już nie wróciła. Nie mogła, jednak zostawić tych wszystkich osób na pastwę osób. Oni je zaufali i powierzyli swoje życia. Czuła ich brzemię na sobie i nie dawała sobie rady. To ją przytłaczało, a ostatnia osoba, która jej została i trzymała jej serce przy życiu, nienawidziła jej i pragnęła zabić. Piękny scenariusz, co nie? Nie dla niej Ona czuła się wypruta z sił i niestety nie potrafiła zrobić tego samego z emocjami. Wszystkie kumulowały się w niej i tworzyły mieszankę wybuchową. Wciąż dusiła ją w sobie, ale gdy w końcu wybuchnie to zabiję ją i to w drobny mak. Jednak musiała mówić, że wszystko gra, bo tego wymagali ludzie. Nikt nie zapytał tylko czego ona potrzebuję. Wszyscy chcieli tylko, aby była dobrą przywódczynią.
- Arivan przepowiednia mówi, że poprowadzisz armię przeciwko złu i uratujesz wszystkie światy, a potem zapanuje pokój-dodał po chwili, gdy cisza się przedłużała. Uśmiechnęła się krzywo pod nosem i zapytała:
- Tak jest słowo w słowy, czy uprościłeś?
-Uprościłem, bo sam musiałem nieźle się wczytać i pytać twojego ojca o co dokładnie chodzi. Twoi rodzice umieli ją na pamięć i znali w najdrobniejszym druczku.-powiedział z uśmieszkiem, a ona skinęła głową i znów się zamyśliła. Miała żal do rodziców, że zostawili ją z tym wszystkim samą i nie powiedzieli co ją czekało. Nie ostrzegli i nie przygotowali jej. Zostawili samą sobie i tylko kilka razy widziała matkę we śnie, ale od długiego czasu nie pojawiła się ani razu. Martwiło ją to, ale nie miała czasu myśleć o tym. Za dużo się działo i jakoś temat rodziców odłożyła w kąt. Może dlatego, że była przekonana iż oni o niczym nie wiedzieli. A tu się okazało, że o wszystkim wiedzieli i sami zaczęli organizować zbuntowanych dla niej. Nie mieli, jednak pojęcia, że to będzie tak trudne dla szesnastoletniej Nienarodzonej.
- Czemu mi nie powiedzieli?-zapytała po chwili z żalem w głosie. Lukas spojrzał na zachmurzone niego, widocznie zamyślony.
- Chcieli ci powiedzieć po 14 roku życia, ale nie dożyli tego. Twój ojciec kazał mi obiecać, że po szesnastych urodzinach powiem ci wszystko i zajmę się tobą. Obiecałem zapewnić ci bezpieczeństwo, choćby kosztem swojego życia. I dotrzymam tego-odpowiedział spokojnie, przyglądając się niebu. Uśmiechał się pod nosem, jakby coś sobie przypominał.
- To czemu mi nie powiedziałeś?
- Bo akurat wtedy musiałaś dostać tą karę. Albus wiedział, że powiem ci prawdę, dlatego wysłał cię na ziemię. To wszystko było ukartowane Arivan, a ty od zawsze byłaś ich celem. O Samuelu dowiedzieli się może pół roku temu i Upadły od razu chciał odzyskać synka. A gdy jeszcze mógł mieć korzyść z tobą to tym bardziej mu na tym zależało-powiedział ze złością w głosie.  Patrzyła na niego, zastanawiając się dlaczego zawsze byli dla siebie tacy złośliwi. Ona po prostu odgryzała mu się, za jego żarty. Jednak zawsze czuła jakąś więź do niego. Traktowała go może nie jak starszego brata, ale lepszego wujka, bo ten którego miała szybko zapomniał o bratanicy. Nie dziwiła mu się. Kto chciał mieć bratanicę, która walczy z Upadłymi Aniołami i sama nie wie po co żyję. Łatwiej było udawać, że nie istnieję. Już jej nawet to nie bolało. Przywykła do tego,a bólu miała już po uszy.
- A ty chroniłeś mnie przez ten czas-stwierdziła cicho, patrząc na podarte nogawki spodni. Lukas zaśmiał się, ale nie wiedziała czy to suchy śmiech czy zwykły.
- Tak. Cały czas byłem jak twój cień. Obserwowałem cię i w razie czego ratowałem tyłek. Choć często tego nie potrzebowałaś.-powiedział z uśmiechem. Ona również zdobyła się na niewielki uśmiech. Nagle Blackwell spoważniał.
-Arivan musisz mi powiedzieć jedno-zaczął poważnym tonem, a ona zaniepokojona czekała na ciąg dalszy. Bała się o co mu chodziło, ale musiała być twarda. W głowie non stop powtarzała sobie "Dasz radę. Jesteś silna". Nie pomagało to, jednak za dużo. Serce waliło jej mocno, a ręce trzęsły się jak wtedy, gdy miała pierwszy egzamin w szkole Nienarodzonych. Teraz jednak była to o wiele poważniejsza sprawa. I wiedziała, że pytanie nie będzie błahostką.
- Czy ty poradzisz sobie z poprowadzeniem armii przeciwko Upadłym?-zapytał po chwili, a ona poczuła, jakby dostała kopa w sam środek klatki piersiowej. Nie umiała odpowiedzieć sama sobie na to pytanie, a co dopiero komuś. Jak mogła odpowiedzieć, jak nie była pewna. Nie chciała kłamać, ani zawieźć nikogo, ale bała się, że tak się stanie. Była zbyt słaba, aby sprostać zadaniu, ale nie chciała poddać się na starcie. To nie w jej stylu. Już otworzyła usta, aby odpowiedzieć, gdy nagle na niebie pojawił się ptak. Nie byle jaki, bo był to kruk. Cały czarny i ogromny kruk,który przeleciał nad nimi i upuścił coś na kolana dziewczyny. Ta zaskoczona patrzyła chwilę, na znikające zwierzę. Potem spojrzała na zwiniętą ciemną kartkę papieru. Bała się co w niej było napisane i od kogo, ale ciekawość zwyciężyła. Nie patrząc na zdziwionego Lukasa, który śledził każdy jej ruch bez słowa. Powoli otworzyła list i spojrzała na pochyłe litery, które układały się w zdania. Widząc podpis już się zdenerwowała, ale przeczytała powoli każde słowo. Z każdym kolejnym furia w niej wzrastała, a ona miała nadzieję, że będzie mogła go zabić w ciągu kilku minut, albo ktoś nieźle ucierpi. Kiedy skończyła czytać, złożyła list i z gniewem w oczach, jakiego nigdy w niej nie było spojrzała na Lukasa, który cierpliwie czekał. Teraz już wiedziała jaka jest odpowiedź na jego pytanie i wiedziała, że po niej nie będzie odwrotu. Nie chciała nawet zmieniać decyzji. To było jedyne wyjście i choćby zginęła spełni obietnicę. Uniosła dumnie głowę i skrzyżowała z nim spojrzenie, po czym głośno i dobitnie powiedziała:
-Przysięgam na moje czyste serce, że zabiję tego potwora i zmienię świat, albo oddam życie próbując...
                                            *************************
No i mamy ostatnią część z pierwszej części. Jakoś tak mi smutno i wesoło równocześnie. I nie wiem czemu. Cieszę się, że dotrwaliście ze mną do końca i teraz będzie dalej (Mam nadzieję). Myślę, że pierwsza część była ciekawa, a druga uda się równie, lub bardziej ciekawa. Jednak czekam również na wasze opinie. Na temat całej części, ale i Epilogu. Mam nadzieję, że będziecie aktywni,  a kto wie może prolog będzie już w poniedziałek :D Ale to wszystko zależy od was. Liczę na was i czekam na opinię na temat pierwszej części, którą a propo nazwałam : Nienarodzeni: Przeznaczenie. 
Druga część, wciąż się waham nad nazwą, więc powiem dopiero przy prologu. No i ostatnia informacja (chyba). Tworzę okładki pierwszej i drugiej części i oczywiście próbuję sama, ale jeśli ktoś z was zna się na tym, lubi i miałby czas, to mógłby mi pomóc i doradzić lub zrobić. Będę bardzo wdzięczna i strasznie mi na tym zależy. Więc jeśli potraficie to pomóżcie mi proszę i jak możecie to zróbcie. Więcej informacji to na priv na facebooku. Link wiecie gdzie znaleźć, a jak nie to napiszcie podam :D No cóż czekam, bo już zaczynam się powtarzać. Do zobaczenia przy drugiej części :*
              -Dont Cry To Me






środa, 27 stycznia 2016

LBA

Zostałam nominowana do LBA przez : http://szept-cieni-forever.blogspot.com/
Dziękuję za nominację, a oto pytania od blogerki :*

1.Ile posiadasz książek w swojej kolekcji?
Teraz mało bo tylko 6, ale miałam kiedyś ponad 20. Musiałam niestety sprzedać :(

2.Kim chcesz zostać w przyszłości?
Sama tego dokładnie nie wiem. Chciałabym zostać pisarką, ale to nie wyjdzie raczej, więc pewnie pójdę do zwykłego technikum :')

3.Jesteś introwertykiem,czy raczek ekstrawertykiem?
Jestem jakoś po środku, bo nie umiem mówić o moich problemach i ciężko mi nawiązać znajomości, ale słucham ludzi i zawsze staram się pomóc. Sama nie wiem, więc którym jestem :/

4.Jak chciałabyś się nazywać?
Ale, że imię ? Pasuję mi Agata, które mam, a nazwisko to teraz te, a kiedyś pewnie mojego misia przejmę :D

5.Dzień bez.... to dzień stracony. 
Dzień bez uśmiechu to dzień stracony.

6.Jakie wartości sobie cenisz?
Szczerość nie chamstwo. Wierność, miłość (bezgraniczną) i wyrozumiałość.

7.Twój ulubiony pisarz/pisarka.
Ojoj mam kilku. Becca Fizpatrick, Suzanne Collins, Cassandra Clare i John Green.

8.Co skłoniło cię do pisania?
Ciężko powiedzieć. Od małego coś mnie do tego ciągnęło, więc pisałam swoje opowiadania. Na początku były dziecinne i tak typowa dziewczyna pisałam o ukochanym zespole i karierze piosenkarki. Wiem bujna wyobraźnia. Dopiero jakoś od 6 klasy zaczęłam bardziej na poważnie i stworzyłam pierwszego bloga. Nie umiałam jeszcze dobrze pisać, więc tamto opowiadanie ma tysiące błędów. Myślę, że to jest lepsze ;* I choć nikt nie wierzy we mnie to i tak nie potrafię z tym skończyć. To trzyma mnie przy życiu.

9.Jakie cechy powinna mieć Twoja wymarzona książka?
dużo miłości, poświęcenia, dramatów i akcji trzymających w napięciu. I dużo dużo buziaków :)

10.Czy Twoim zdaniem warto zakładać bloga? Uzasadnij wypowiedź :)
Jeżeli to czyjaś pasja i czuję się w tym dobrze to tak. Jeżeli coś się kocha to nie rezygnuję się z tego.

11.Jaki masz kolor oczu? 
Zielone.
     Okej jeszcze raz dziękuję za nominację i oto moje nominację :
                     http://dwa-w-jendym.blogspot.com/
                      http://pozawzrokiem.blogspot.com/
                      http://magical-history.blogspot.com/
Pytania:
1. Jaki masz kolor oczu?
2. Jakich cech nienawidzisz w ludziach?
3. Co chcesz robić w przyszłości?
4. Co/ Kto jest dla ciebie najważniejszy/e?
5. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
6. Jakiego rodzaju książki lubisz?
7. Jakie imię chciałabyś mieć?
8. Jakim magicznym stworzeniem chciałabyś być?
9. Dzień bez.... jest dniem straconym.
10. Jakie masz marzenie?
11. Jaka jest twoja ukochana książka/blog? Dlaczego?
  Myślę, że pytania nie są najgorszę. Do zobaczenia przy Epilogu :*
               - Dont Cry To Me




poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział.20.

      Chłopak przez pierwsze minuty był zamroczony i tylko patrzył na dziewczynę, która uratowała mu życie. W tym czasie, gdy on dochodził do siebie walka skończyła się. Ranny Lucyfer uciekł,a za nim wszyscy jego poddani.  Arivan rozejrzała się i zobaczyła jak duża grupa ludzi, otoczyła ich w dość ciasnym kole. Dziewczyna wyczuwała różne rasy. Wampiry, wilkołaki, fearie, Nienarodzeni i czarownicy.Zdziwiło ją to, ale nie miała czasu dociekać o co chodziło. Zamiast tego skupiła się na jednej osobie, która lekko kulejąc szła w jej stronę. Był to Lukas, który z lekkim uśmiechem podszedł do niej i uklęknął obok chłopaka.
- Wytrzymały-skomentował, widząc plamę krwi na jego stroju. Chłopak nic nie mówił tylko ścisnął dłoń dziewczyny. Uśmiechnęła się uspokajająco i spojrzała prosto w oczy mężczyzny.
- Nie pójdę nigdzie bez niego-powiedziała twardo,a  on uśmiechnął się szerzej.
-Wiem to. Zabierzemy go do zamku wampirów. Tam dowiesz się wszystkiego-powiedział, a ona skinęła głową. Nie obchodziło ją, że idą do wampirów. Nie liczyło się, że nie wiedziała o co chodziło w tym wszystkim. Dla niej istniał tylko Samuel i to, aby był bezpieczny. Dwóch młodych Nienarodzonych, których nie znała podeszli do nich z noszami i powoli położyli na nich chłopaka, który nie ruszał się i przymknął oczy. Jego oddech był miarowy, ale płytki co martwiło dziewczynę.
- Wracamy do kryjówki!-zagrzmiał Blackwell, a wszyscy od razu zaczęli się wzbijać w powietrze, albo za pomocą bramy od czarowników, przechodzić do zamku.
- Chodź. Porozmawiamy na miejscu,a  chłopak będzie tuż za nami-zwrócił się do zaniepokojonej Arivan, która niechętnie się zgodziła i ruszyła do bramy u boku swojego dawnego przełożonego. Kiedy podeszła odwróciła głowę, ale chłopacy z noszami i jej ukochanym byli tuż za nią. Spokojniejsza weszła w portal i dała się porwać wirowi. Podróż trwała kilka sekund, ale ona i tak nie lubiła tak podróżować. Czuła wtedy jakby rozrywano ją na części, a potem znów składało w jedną całość. Wylądowała w jednym z korytarzu w zamku i rozejrzała się dookoła. Domyśliła się, że to część szpitalna. Gdy tylko dojrzała nosze z Samuelem, znikające za białym drzwiami, od razu ruszyła w tamtą stronę. Kiedy doszła do drzwi, pojawił się lekarz i zabronił jej wejść.
-Chce być przy nim!-powiedziała zła i próbowała go ominąć, ale to na marne. Zablokował jej całkowicie dojście.
- Lukas ja go nie zostawię- powiedziała drżącym głosem, ze łzami w oczach, kiedy mężczyzna stanął obok niej.
-Posłuchaj oni się nim zajmą, a my w tym czasie musimy porozmawiać-powiedział spokojnie,ale ona nie miała zamiaru nigdzie iść.
- Nigdzie nie idę. Nie ufam im! Nie zostawię go znowu, aby znów go stracić!-powiedziała zła i próbowała nadal przepchnąć się do sali. Nie widziała co działo się za nimi i to ją denerwowało. Nie ufała za grosz temu lekarzowi. Jego chamski wyraz twarzy i krzywy uśmieszek wróżyły kłopoty.
- Arivan on tu ma świetną opiekę i musi odpocząć. Daj im pracować-powiedział, ale ona olewała jego słowa.
- Nie! Nie idę nigdzie puki nie zobaczę, że z nim wszystko w porządku!-nie uginała się Wybrana, a Lukas westchnął poirytowany i kazał odsunąć się lekarzowi. Gdy tylko to zrobił Arivan wpadła do dużej sali, która niemal cała była w bieli.Na jednym z kilku łóżek, leżał jej ukochany. Wyglądał na spokojnego i chyba spał. Wokół niego chodziła pielęgniarka, która dała mu jakiś zastrzyk i sprawdziła czynności życiowe, po czym notując coś zniknęła za drzwiami w bocznej ścianie. Była niebrzydką blondynką. Nienarodzona poczuła ukłucie zazdrości, ale szybko się ogarnęła. Podeszła do łóżka ze śpiącym chłopakiem i przyjrzała mu się uważnie. Wyglądał na spokojnego i zrelaksowanego, ale ona nie miała najmniejszej ochoty odchodzić od niego.
- Wszystko z nim gra-usłyszała znajomy głos za sobą i odwróciła się powoli.
- Czemu czuję, że choć go odzyskałam to coś jest nie tak?-zapytała Vladimira, który z lekkim uśmiechem na twarzy patrzył na nią.
-Bo nie dotarło do ciebie, że to na prawdę on, ale posłuchaj to jest prawdą, a on ma tu najlepszą opiekę jaką może mieć-odpowiedział spokojnie wampir. podchodząc do niej.
- Wiem, ale chciałabym zostać przy nim-powiedziała cicho, zerkając na Samuela.
- Przyprowadzę cię tu zaraz po spotkaniu, ale teraz musisz pójść z nami-powiedział poważnie, a ona westchnęła. Wiedziała, że powinna z nimi iść i dowiedzieć się wreszcie o co w tym wszystkim chodziło, ale bała się o niego i miała złe przeczucia. Ciekawość, jednak zwyciężyła.
- Zgoda-poddała się i ruszyła do drzwi za Vladem, który uśmiechał się jak zwykle zadziornie.
- Przy okazji powinienem cię zabić za ten numer-powiedział, gdy dochodzili do Lukasa.
- Ale nie zrobisz tego bo jest dla nas ważna-odpowiedział za nią Blackwell i ruszył szybkim krokiem. Młodzi musieli podbiec, aby go dogonić, ale on nie zwolnił do puki nie przeszedł do innego skrzydła zamku i zatrzymał się przy dużych ciemnych drzwiach. Otworzył je i Arivan zobaczyła spory pokój,który praktycznie na każdej ze ścian miał duże okna, zasłonięte ciężkimi zasłonami z przeróżnymi znakami, których dziewczyna nie znała. Było tu pod ścianami mnóstwo półek z książkami, a na samym środku stał duży, dębowy stół. Pokój choć przypominał bibliotekę, to miał w sobie jakąś mroczną tajemnicę, a Nienarodzona miała ochotę ją rozwikłać. Nie było jednak na to czasu. Spojrzała, więc na obecnych w sali. Prócz jej, Vladimira i Lukas było jeszcze kilku. Między innymi król wampirów, którego znała, dwóch Nienarodzonych, których kojarzyła z Alias oraz jeden czarownik. Był wysokim mężczyzną o włosach czarnych jak smoła, ale krótkich, na których coś połyskiwało. Jego bordowa szata, również lśniła czymś, co po dłuższym zastanowieniu musiało być brokatem. Zdziwiło ją to, ale wiedziała, że czarownicy mają różne dziwne pomysły czy zachcianki. Wpatrywała się w niego chwilę, aż on wyczuł to i spojrzał w jej stronę. Wtedy zobaczyła złote kocie oczy, które wyrażały rozbawienie. Szybko odwróciła wzrok i podeszła do miejsca obok Lukasa, który już rozsiadł się przy królu. Również zajęła swoje miejsce i opuściła wzrok, patrząc na smukłe dłonie, które ułożyła na stole.
- Wreszcie raczyliście się pojawić-odezwał się jeden z Nienarodzonych. Miał blond włosy, ale zaczynały już tracić swój kolor. Jego cała postawa i twarz mówiły o jego charakterku. I to nie w pochlebny sposób. Dziewczyna, żeby się nie odgryźć, zacisnęła usta w wąską kreskę.
- Nie bądź nie miły Damonie dobrze wiesz o kim mówisz-powiedział spokojnie czarownik, a ona czuła jak non stop na nią spogląda. Z resztą większość była skupiona na niej.
- Powiecie mi wreszcie co się dzieję-odezwała się niepewnie, podnosząc wzrok i zatrzymując go na przyjacielu, który siedział naprzeciw niej.
- To skomplikowane...-zaczął król.
-Mamy czas, więc możecie mówić-przerwała mu Arivan, wiedząc co by dalej powiedziała. Skoro już tam była to chciała się dowiedzieć wszystkiego.
- Wiesz już, że jesteś Wybraną i to jest nam prościej. Moce zapewne też już opanowujesz dość dobrze. Ale nie wiesz jeszcze dużo. Przede wszystkim tego kim byli ci z którymi walczyłaś-powiedział Valentaine, a ona prychnęła przez co zamilknął.
-Dobrze wiem, że to Upadłe Anioły i że to zwykłe potwory. Zabiłam sama dwójkę i nie żałuję. Zabiję każdego,który będzie taki jak tamte. One nie mają serca, a ja dobrze wiem, że chcą tego świata i reszty, ale na przeszkodzie stoję ja, bo to ja mam poprowadzić armię przeciwko nim, Wiem to i wiem, że dlatego wszystkim tak na mnie zależy.-powiedziała sucho, a oni przez chwilę milczeli zbici z tropu. Tylko Lukas patrzył na stół i uśmiechał się pod nosem.
-Mówiłem, że ona wie więcej niż myślimy-skomentował po chwili, zerkając na nią.
- Nie wiem dlaczego wy mi pomogliście i o co chodzi z tymi wszystkim rasami tutaj?-przyznała, patrząc na swojego dawnego przełożonego. Ten uśmiechnął się krótko. Zdziwiło ją to, bo przez 16 lat jak ją trenował to prawie nigdy się nie uśmiechał, a teraz już któryś raz to widziała.
- To buntownicy, którzy chcą dołączyć do twojej armii i gotowi są umrzeć za ciebie, bo wiedzą, że to słuszne. Jest ich sporo i będą ci posłuszni do końca-odpowiedział poważnie król, zerkając tylko na nią.
-Ale ja nie umiem być dowódcą-szepnęła, opuszczając głowę i patrząc na swoje nogi, pod stołem.
-Dlatego my ci pomożemy. Będziemy ci doradzać, ale decyzję należą do ciebie. Gdybyś nie była do tego stworzona to nie zostałabyś wybrana.-powiedział spokojnie Blackwell, krzyżując z nią spojrzenie. Widział w jej oczach strach i niepewność, ale dobrze wiedział, że da sobie radę. Za dobrze ją wyszkolił i za dużo widział, aby w to wątpić.
- Co jeśli nie poradzę sobie?
-To możemy szykować podpałkę pod nasze stosy-powiedział sucho Damon, za co zgromił go wzorkiem Lukas.
- No co? Mówię jak jest. Ona sobie nie poradzi. Nie da rady z...-zaczął mówić, ale nagle jego usta zaszyły się w wąską linię i nie mógł nic powiedzieć. Arivan spojrzała w bok i zobaczyła jak z palca czarownika wystrzeliła niebieska iskra.
- Ach jak nie lubię głupiego gadania-odezwał się spokojnie i spojrzał na dziewczynę, która była widocznie zmieszana.
-Magnus Bane. Czarownik i twój nauczyciel magii-przedstawił się z uśmiechem. Arivan również zdobyła się na blady uśmiech i zaraz spojrzała na Lukasa.
-Dobra skoro mam poprowadzić armię przeciwko Upadłym to chyba potrzeba nam dużo osób. Co z rozejmami z resztą ras?-spytała poważnie,a Vlad uśmiechnął się zadziornie do niej i spojrzał na ojca, który był zaskoczony,że tak szybko podjęła decyzję.
- Rozmowy z Nienarodzonym w Alias prowadzę ja, a z fearie trzeba będzie się spotkać. Wilkołaki to trudny orzech do zgryzienia,a  czarownicy nie słuchają się innych.-odpowiedział Lukas, a Nienarodzona zamyśliła się na chwilę.
- Dobra, a czy Magnus nie może z nimi porozmawiać?-zapytała. Wiedziała, że ich magia byłaby bardzo przydatna.
- Próbuje dziewczynko, ale nie dużo chce ryzykować dla zwykłej nastolatki. Puki co trójka moich znajomych zgodziła się pomóc i wkrótce mają tu dotrzeć.-odpowiedział Bane. Skinęła głową i spojrzała na króla.
- Czy wszystkie wampiry są po naszej stronie?-zapytała, a on skinął głową.
- Po twojej-poprawił ją Vlad co poddenerwowało przyjaciółkę.
-Nie po mojej tylko naszej. Wszyscy jesteśmy w to zaangażowaniu, wszyscy ryzykujemy i wszyscy chcemy ratować świat i nas. To nie jest tylko moja sprawa. To sprawa nas wszystkich dlatego nie chcę słyszeć, że ja sama tutaj rządzę i to tylko moja zasługa, moja strona. Nie to nasza inicjatywa i nasza wspólna wojna-powiedziała ostro, patrząc na każdego z nich. Młody wampir milczał. Blackwell uśmiechał się zadowolony, a dwójka Nienarodzonych spoglądała to na nią to na siebie. Magnus Bane natomiast uśmiechnął się i zaklaskała jej. Król wydawał się nie w humorze.
- No no widzę, że nie jesteś  tylko małolatą.-przyznał.
- Mówiłem ci, że przepowiednia się nie pomyliła-przypomniał mu Lukas, a Arivan spojrzała na niego. Chciała go o coś zapytać, co nie dawało jej spokoju od tamtej walki w lesie. Uprzedził ją, jednak Valentaine pytanie, które zdenerwowało ją niemal od razu.
-A co robimy z chłopakiem?
- Jak to co? Jest jednym z nas i zostaję tutaj-powiedziała ostro, patrząc mu w oczy.
- Ale był z Upadłymi. Skąd możemy wiedzieć, że nie jest ich szpiegiem? Nie wiesz co mu tam zrobili. Mogli zrobić z niego jednego z nich...-powiedział,a  dziewczyna wybuchła. Wstała i spojrzała na niego z góry.
-Nie jest żadnym szpiegiem! Jest jednym z nas i nawet jeżeli jest Upadłym to nie takim jak oni! Zostaję tutaj, a jeśli coś mu się stanie to możecie zapomnieć, że ja pomogę wam w czymkolwiek! Nigdy już mnie nie zobaczycie!- ostrzegła ostro, po czym usiadła z powrotem na miejscu. Przez dłuższą chwilę trwała cisza, po czym odezwał się czarownik.
- Mogę sprawdzić go czy nie jest szpiegiem, ale szczerze w to wątpię. Widziałem go i wiem, że nim nie jest. Podczas przenoszenia go użyłem zaklęcia i mogę poświadczyć, że nie jest szpiegiem-powiedział poważnie, a Arivan bezgłośnie mu podziękowała. Wiedziała bowiem, że kłamał jak z nut. Ale mimo to była mu wdzięczna. Król musiał ulec i zrobił to niechętnie.
-Zgoda niech zostanie-uległa niechętnie, po czym wstał i zawołał syna na bok. Wykorzystała to Arivan, jako że dwójka Nienarodzonych wdała się w dyskusję z Magnusem to ona mogła zapytać o coś przełożonego.
-Dlaczego to powiedziałeś w lesie?-zapytała cicho, a on spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.
- Bo to prawda. Twoi rodzice byli moimi najlepszymi przyjaciółmi i przed śmiercią ojca obiecałem, że przypilnuje cię i zapewnię ochronę, a gdy przyjdzie czas powiem prawdę o przepowiedni. Niestety nie do końca mi wyszło-odpowiedział, patrząc niewidomym wzorkiem na oparcie krzesła.
- To dlaczego zawsze zachowywałeś się jakbyś mnie nienawidził?-spytała ciekawa, przyglądając mu się uważnie.
- Bo nie mogłem dać żadnych oznak Radzie. Podejrzewałem, że Albus to zdrajca, ale musiałem być pewny. A te męczarnie na treningach, to dlatego, że chciałem abyś była najlepsza. Chciałem przygotować się do twojego przeznaczenia-powiedział spokojnie,a ona skinęła głową.
-A co moi rodzice mają z tym wspólnego?
-To oni stworzyli podziemny oddział zbuntowanych. Istniał już gdy byłaś mała i ci którzy w nim byli chronili cię, choć nie byłaś tego świadoma. Twoi rodzice strasznie się temu poświęcili,a  gdy twoją matkę zabił Upadły, a nie żaden demon to zbuntowani szybko się na nim zemścili. Wiedzieli bowiem, że to zraniło ciebie, a na to nie mogli pozwolić. Nawet nie pomyślałabyś kto był w zbuntowanych, gdy byłaś mała-powiedział z krzywym uśmieszkiem, zerkając na nią.
-Kto?-spytała ciekawa.
- Ja od zawsze, ale i inni. Było sporo fearie, którzy później dość wykruszyli, było też kilku likantropów i nawet czarownik. Ten sam, który jest teraz z nami.-odpowiedział, a ona milczała.Nigdy nie pomyślała nawet, że ktoś ją chronił. Nie przyszło jej to na myśl. Oczywiście nieraz zdarzyło jej się, że zobaczyła kogoś za drzewem, gdy bawiła się przy lesie, ale nie zwracała na to uwagi. Teraz już bynajmniej wiedziała o co chodziło.
- Czyżbyście mówili o mnie?-odezwał się Magnus, który nagle znalazł się przy nich i zajął miejsce obok Arivan.
- Tak mówimy jak przesadzasz z brokatem-odpowiedział złośliwie Lukas, a ten zaśmiał się i spojrzał na nieśmiałą dziewczynę.
-Nie gryzę nie bój się. Jedynie możesz dostać brokatem po twarzy-powiedział z uśmiechem, a ona odwzajemniała gest.
- Mówiłeś, że będziesz moim nauczycielem?-zapytała, patrząc w jego kocie oczy.
- Tak i nauczę cię wszystkiego nie martw się, będziesz mogła zrobić z tymi, którzy cie wkurzyli, co zechcesz-odpowiedział, a ona uśmiechnęła się pod nosem.
- Mam nadzieję-skomentowała, a on zaśmiał się.
- Ari pójdziesz ze mną?-zapytał się Vladimir, podchodząc do nich,a ona skinęła głową i wstała.
- Odpocznij, a później spotkamy się i pogadamy-powiedział Lukas, a ona skinęła głową i ruszyła za przyjacielem do drzwi. Gdy tylko znaleźli się za drzwiami, Vlad uśmiechnął się szeroko.
- Nieźle gadałaś, a mój ojciec chciał abym cię przekonał co do Samuela, ale ja nawet nie próbuję, bo jeszcze mi się oberwie-powiedział ze śmiechem, a ona uderzyła go łokciem w bok.
- Dla mnie to nie żarty. Mogę do niego wrócić?-zapytała,a on spoważniał i spojrzał na nią.
- Lepiej jakbyś odpoczęła. Nie chcesz chyba przerazić go, gdy wstanie.-odpowiedział, a ona uśmiechnęła się smutno. Znowu ogarnęło ją to uczucie niepokoju i strachu.
- Wolę przy nim posiedzieć. Czuję, że coś jest nie tak-przyznała drżącym głosem i choć chciała udawać to sama wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. Musiała choć chwilę odpocząć.
- Wszystko gra, a ty jesteś przewrażliwiona. Połóż się i odpocznij, a ja mogę posiedzieć przy nim w sali.-zaproponował, a ona przyjrzała mu się uważnie. Ufała mu i dlatego zgodziłaby się na to.
- Na prawdę?
-Jasne,a  ty marsz do łóżka i spać-powiedział i popchnął ją w stronę korytarza, gdzie był jej pokój. Ruszyła powoli i z lekkim wahaniem, ale w końcu przyspieszyła i zniknęła za rogiem. Vladimir patrzył chwilę za nią, a potem ruszył do skrzydła szpitalnego. Choć nie przepadał za chłopakiem, to był gotów zrobić dla niej wszystko,a skoro on był ważny dla niej to musiał go pilnować i zrobić wszystko, aby już nie cierpiała. Ważne było tylko jej szczęście.
                                              *************************
     Arivan weszła do sali szpitalnej, gdzie leżał Samuel. Była niepewna i czuła, że coś było nie tak. W środku coś mówiło jej, że nie powinna podchodzić do tego łóżka i jak najszybciej wycofać się z sali. Ona jednak nie potrafiła. Za długo go nie widziała i myślała, że jest martwy, aby teraz przez głupie przeczucie uciec od niego. Gdyby nawet jej nie pamiętał to i tak nie odpuściłaby go sobie. Zbyt go kochała, aby zostawić go. Zniosłaby dla niego wszystko. Nawet śmierć. Podeszła do łóżka i zobaczyła bladą twarz Samuela. Wyglądał na spokojnego i zmęczonego. Pod jego oczami były worki, a usta były sine, ale bynajmniej żył. Pochyliła się nad nim i nagle otworzył oczy, które były całe czarne i przekrwione. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić, gdy on nagle chwycił ją za szyję i zaczął dusić. Próbowała go powstrzymać, ale na marne. Był zbyt silny. Próbowała go odepchnąć i upadła na ziemię, a on tuż na niej. Dusił ją wciąż, a ona czuła jakby paliły ją płuca. Nie mogła złapać tchu i czuła jak traci przytomność. Ból był rozrywający, a ona nie wiedziała co ma zrobić. Zaczęła tracić siły i wiedziała, że długo nie wytrzyma. Poddała i się i patrząc w jego czarne oczy, zatracała się w ciemność. Wiedziała, że zaraz umrze. 
Usiadła nagle na łóżku i wzięła głęboki wdech. Położyła dłonie na szyi, ale mogła normalnie oddychać. Próbowała spokojnie oddychać, ale nie mogła się uspokoić. Po plecach ciekła jej stróżka potu,a dłonie całe się trzęsły. Powtarzała sobie, że to tylko sen, ale cholernie realistyczny.Bała się, że okaże się prawdą. Widziała przed oczami te czarny tęczówki, pełne furii. Nie mogła zrozumieć dlaczego, ale tłumaczyła to sobie nerwami i stresem. Usłyszała pukanie do drzwi i spróbowała się skupić.
-Proszę-powiedziała i powoli wstała, czując zawroty głowy. Podeszła do drzwi, gdy stanął w nich jej przyjaciel. Wyglądał na zadowolonego i zmartwionego zarazem. Przyjrzał jej się uważnie i westchnął.
- Co jest?-zapytała przestraszona. Miała tylko nadzieję, że nic złego z Samuelem. Nie zniosłaby więcej złych wiadomości. Chciała tylko, aby z nim było wszystko w porządku. Całą resztę dałaby radę ogarnąć i znieść, ale nie kolejne wiadomości o nim. Po minie Vlada, wiedziała jednak, że mogła coś być nie tak. Nie miała odwagi zapytać co. Czekała, aż on odpowie. A on zacisnął dłonie w pięści i rozejrzał się po pokoju. Wziął głęboki wdech i spojrzał w jej przerażone, zielone oczy, które powoli zaszły łzami, z przerażenia, które było w jej sercu. Słowa z jego ust same popłynęły, a ona poczuła jak jej serce stanęło na moment.
- Samuel się obudził.
                                        *************************
Wiem, że wyszedł krótki,ale to ostatni rozdział i został tylko epilog. Nie złośćcie się na mnie i czekam na wasze komentarze. Myślę, że tragiczny nie jest i wiem, że może trochę nudny, ale to końcówka pierwszej części, a ja już zabrałam się za drugą, więc długo nie będziecie musieli czekać (chyba) :P No cóż liczę,że jednak się uaktywnicie i docenicie, że jest już dziś. Epilog dodam do końca tygodnia, a druga cześć od lutego tylko nie wiem kiedy, bo zaraz na początku mam urodziny, więc trochę roboty. Myślę, że wytrzymacie i życzcie weny z drugą częścią, No cóż do zobaczenia :*                              
   - Dont Cry To Me

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział.19.

    W jego sypialni było ciemno, a on sam leżał sztywno na łóżku. Nie mógł zasnąć, choć zwykle nie miał z tym problemów. Coś w środku niego mówiło, że szykowały się kłopoty. A może to po prostu wydarzenia z dnia kumulowały się w nim. Poranna rozmowa z Emilią w jej pokoju. Kłótnia przeplatana pocałunkami, a później podsłuchanie rozmowy z Dianą i szok. Radość z odzyskania Arivan i chęć od razu zabrania jej z dworu. Był zły na siebie, że jej nie rozpoznał. Przecież zmieniła tylko włosy i  styl, ale wciąż była tą samą osobą. A on tak łatwo dał się nabrać. Szukał jej wszędzie i zastanawiał się, gdzie zniknęła na tyle miesięcy. Bał się, że coś jej się stało. Choć wypierał to od siebie, to wiedział, że zależało mu na niej i to bardzo. Nie mógł tylko przyznać się, że był w niej zakochany. To nie chciało przejść mu przez usta. Zamiast tego wypierał to, tłumacząc, że jest dla niego jak młodsza siostra. Vlad miał już szczerze dość leżenia, więc po prostu wstał i ruszył do drzwi. Chciał przejść się do salonu, ale po drodze coś go natknęło, aby sprawdzić czy Arivan spała. Powoli podszedł do drzwi i najciszej jak umiał otworzył je. W pomieszczeniu panował pół mrok, a światło dawał tylko księżyc, świecący za oknem. Vladimir lekko zbity z tropu, rozejrzał się po pokoju, ale nie było nigdzie przyjaciółki, Zaczął w nim iskrzyć strach i złość. Mogła uciec, a mógł ją ktoś porwać. Zdenerwowany wampir ruszył do łóżka, i dokładnie obejrzał cały pokój. Był tylko on sam jeden. Coraz bardziej zły dostrzegł, uchylone okno. Podbiegł szybko, ale zobaczył tylko ogromny las za pałacem. Wiedział, jednak, że ona musiała tamtędy się wydostać. Westchnął zły i uderzył z całej siły dłonią w ścianę, robiąc dziurę. Przeklinał pod nosem i myślał gorączkowo, co dalej zrobić. Nie mógł po prostu czekać. Był pewien, że wpakowała się w kłopoty i sama sobie nie poradzi. Zacisnął dłonie na parapecie i zamknął oczy. Poczuł, jednak po jedną z dłoni jakąś kartkę. Otworzył szybko oczy i chwycił ją. Przeczytał wiadomość i wybuchł niemal. Rzucił zgiętą kartką i wydarł się na cały głos, tak że zapewne połowa królestwa obudziła się ze snu. Ale go to nie obchodziło. Był tak wściekły, że nie panował nad sobą.
- Arivan! Zabiję go!!!-wrzasnął przez okno i słysząc szybki kroki strażników, szybko wdrapał się na parapet i gdy drzwi się otworzyły wyskoczył, mówiąc tylko do nich suchym i przesiąkniętym nienawiścią tonem:
- On wrócił!
                                                  ***************************
      Kiedy tylko Emilia dowiedziała się o kłamstwie Arivan, natychmiast poszła do matki. Była tak zdenerwowana, że nie zwracała uwagi, czy wpadła na kogoś na korytarzu. Chciała tylko przekazać wiadomość królowej. W dodatku Vlad stanął po jej stronie. Gdy dotarła do komnaty matki, akurat szykowała się do snu. Nie chętnie przyjęła córkę, ale kiedy wysłuchała jej wyjaśnień, od razu się rozbudziła. Momentalnie wysłała straże po Dianę i zabroniła komukolwiek wychodzić z dworu. Sama zła przebrała się szybko i kazała córce wrócić do pokoju. Musiała jak najszybciej dowiedzieć się od Diany o co jej chodziło. Przyjęła ją pod swój dach,a  ta ją oszukała. Podejrzewała że, coś musiało być z nią nie tak, ale nie myślała, że była Wybraną. Myślała, że tamta dziewczyna jest silniejsza i bardziej...potężna. A tu taka zwyczajna, zagubiona nastolatka. I ona miała uratować wszystkie rasy, przed zagładą. Emilia niechętnie wróciła do komnaty, szybkim krokiem, ale nie zastała tam ani Diany, ani narzeczonego. Westchnęła poirytowana i usiadła na swoim łóżku. Nie miała ochoty nic robić. Była wściekła na nich i miała ochotę krzyczeć z tej frustracji. Przymknęła oczy i wzięła w dłoń lampkę nocną, z półki. Nim pomyślała, rzuciła nią w ścianę, a ta rozbiła się na małe kawałeczki. Przy tym krzyknęła zła, ale zaraz się opanowała. Było jej przykro, że przyjaciółka nie zaufała jej na tyle, aby być z nią szczerą w takiej sprawie. Przy tym smutku czuła ból i gniew na nią i na Vlada. Nie dość, że musiała za niego wyjść za mąż, to jeszcze on był po stronie tej Nienarodzonej. Kipiała w niej ta złość, a zarazem miała ochotę płakać. Niestety księżniczce to nie wypadało. Podeszła do rozbitych kawałków i zaczęła je zbierać, gdy przecięła się jednym z nich, na wnętrzu dłoni. Syknęła z bólu i zobaczyła jasno czerwoną krew, spływającą po jej ręce. Zawołała służbę i od razu pojawiła się niska brunetka w fartuszku. Skłoniła się nisko i momentalnie podeszła do niej.
-Panienka to zostawi. Zaraz to sprzątnę. Trzeba panienkę opatrzyć-powiedziała szybko i wyciągnęła apteczkę. Emilia nic nie powiedziała  tylko patrzyła jak służąca opatruję jej ranę. Przemyła ją i posmarowała maścią faerie, po czym nałożyła opatrunek. Piekło lekko, ale nic nie mówiła.
- Dziękuje-powiedziała, kiedy już było po wszystkim. Usiadła na łóżku i patrzyła jak służąca, sprząta resztki lampki z podłogi.
- Czy przynieść panience nową?-zapytała po chwili, a księżniczka skinęła głową. Brunetka wycofywała się z niskim ukłonem i zniknęła po chwili za drzwiami. Rudowłosa położyła się i patrzyła na zabandażowaną dłoń. Nie czuła już bólu, a złość powoli ulotniła się za niej. Zaczynała tęsknić za Dianą, bo tylko z nią mogła spokojnie porozmawiać. Rozumiała ją i zawsze ogarnęła, gdy miała kryzys. Teraz była sama i zupełnie nie wiedziała co ma robić. W dodatki Mark unikał jej jak tylko mógł. A to tylko ją dobijało. Bez niego czuła się, jakby ktoś zabrał połowę jej. Przymknęła oczy i starała się zasnąć, ale wątpiła, aby to się udało. Za dużo myśli było w jej głowie i za dużo emocji. Po około pół godzinie odpuściła sobie i usiadła na skraju. Przeczesała zdrową dłonią włosy i westchnęła. Wtedy do pokoju znów weszła służąca z lampką w ręce. Była nieco speszono i przestraszona.
- Mam lampkę panienko i jeden ze strażników kazał przekazać dla panienki wiadomość-powiedziała nieśmiało i postawiła lampkę na stoliku, po czym wyjęła kartkę z kieszeni.
- Od kogo?-zapytała znudzona. Nie raz dostała listy miłosne z dworu i zaczęło ją to nudzić, więc po prostu nie czytała ich, chyba że akurat nie miała nic do roboty.
- Zdaję się, że od Marka Lion'a-powiedziała, a Emilia ożywiła się od razu i wyrwała list z dłoni służącej.
-Dziękuję, możesz odejść-powiedziała, pośpieszając ją gestem ręki,a brunetka szybko zniknęła za drzwiami. Księżniczka z lekko drżącymi dłońmi otworzyła list i wzięłam głęboki wdech, rozpoznając pismo przyjaciela. Usiadła wygodniej na łóżku i zaczęła czytać pod nosem:
" Najdroższa Emilio! 
Wiem, że zapewne jesteś zła na mnie za ostatnie miesiące, ale cóż nie potrafiłem znieść tego, że masz wyjść za mąż. Doskonale wiesz czemu. Ból rwie mi serce i dlatego postanowiłem ważną rzecz. Od długiego czasu zastanawiałem się nad tym, aż w końcu zdecydowałem. I nie to nie przez ciebie Em. Spróbuj tylko tak myśleć! To moja osobista decyzja: Odchodzę z dworu. Złożyłem dymisję u twojej matki, ale nie miałem czasu, aby czekać, aż łaskawie przeczyta. Chciałem jak najszybciej wynieść się z tego miejsca. Po ostatniej akcji na naszym dyżurze, zrozumiałem, że muszę to zrobić. Nie będzie nic lepiej Em. Będzie coraz gorzej, a wojna nadchodzi. Jeżeli ci na dworach wolą się oszukiwać to ich sprawa, ale ja nie potrafię siedzieć i czekać. Muszę działać i dlatego wynoszę się stąd. Dołączam do grupy powstańców. Wiesz o kogo chodzi. To ci którzy wierzą w przepowiednię i chcą być w armii Wybranej. Ja również chcę tam być. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz, że nie powiedziałem ci osobiście, ale nie potrafiłem po prostu. Dlatego żegnam się tak. No cóż to do zobaczenia kiedyś tam. Mam nadzieję, że dostąpię jeszcze zaszczytu oglądania ciebie, choć raz. 
                                              Żegnaj Emilio moja miłości serca złamanego."
 Kiedy skończyła czytać nie mogła w to uwierzyć. Przeleciała jeszcze raz po literach, ale to była prawda. On odszedł. Odszedł do armii Wybranej, aby walczyć. Zostawił ją samą w królestwie i po protu zwiał. Nie mogła tego zrozumieć. Czuła straszny zawód i ból w sercu. Nie zdała nawet sobie sprawy, kiedy zaczęła płakać. Nie umiała powstrzymać tych łez. Straciła go. Straciła przyjaciela, którego znała od małego. Który od zawsze był jak starszy brat i opiekował się nią. Brał na siebie winę. Bronił jej i rozśmieszał, gdy była w dołku. Zawsze był obok niej i nigdy jej nie zawiódł. Aż do teraz. Teraz zostawił ją bez pożegnania, z tym listem w dłoniach. Nie była nawet tak zła tylko smutna, ponieważ straciła kolejną ważną osobę. Nie wiedziała czy wytrzyma dłużej. A w dodatku jak się okazało to on dołączy do oddziału, a  Arivan jest Wybraną czyli do jej armii. Nie chciała tu być sama. Nie dałaby rady sama z tym wszystkim. Postanowiła, więc w ciągu kilku sekund.
-Wynoszę się stąd. Dołączę do nich.-szepnęła sama do siebie, wstając nagle i podchodząc do szafki. Wyjęła szybko strój z dna szafy. Czarne leginsy i bokserkę oraz czarną skórzaną skórkę, po czym założyła buty i zapięła włosy w kucyk. Wiedziała, że jeśli zacznie się zastanawiać to zwątpi w słuszność, a więc wolała nie myśleć tylko działać. Ruszyła do drzwi i wzięła po drodze tylko swoją torebkę, w której miała najpotrzebniejsze rzeczy. Musiała dostać się do lasu i portalu, a potem znaleźć Mark,a potem się zobaczy. Wiedziała od jakiegoś czasu, Upadłych i strachu wojny, ale nie brała tego na poważnie. Ale kiedy okazała się, że Diana to Arivan-Wybrana z przepowiedni, a rozważny Mark wierzył w to, no to, to musiało być prawdą, a ona nie chciała być jak te wszystkie księżniczki, co kryją się w dworach i niczym nie przejmują, tylko rozkazują służbie, a potem narzekają jak to źle mają. Ona do takich nie należała. Ruszyła szybko korytarzem do głównych drzwi i nie przejmowała się spojrzeniami służby. Musiała po prosu dostać się do portalu, a były tylko dwa w królestwie. Jeden, który pilnowała królowa, no i drugi, ten w lesie. No więc nie miała wyjść i musiała trafić do lasu. Szła jak najszybciej, a strażnicy mijali ją z ukłonem i jak zwykle maślanym wzrokiem. Kiedy doszła do głównych drzwi spięła się, ale strażnicy tylko skłonili się i otworzyli przed nią bramę. Wyszła szybko,a gdy tylko znalazła się przy lesie, odetchnęła głęboko. Teraz było już łatwo, a ona musiała się pośpieszyć, bo wiedziała, że matka szybko dowie się o jej zniknięciu i wznieci niezła awanturę. Uśmiechnęła się pod nosem na myśl, o minie matki na widok, że jej nie ma. Żałowała tylko, że nie będzie tego widziała na własne oczy.
                                              ******************************
     Arivan przez pierwsze minuty była tak zaskoczona,że nie mogła wydusić słowa z siebie. Patrzyła na tego białowłosego mężczyznę i zdrajców Rady za nim. Znała Albusa i Syriusza. Pozostałą dwójkę tylko kojarzyła z widzenia. Ale przewodniczący Rady Starszych wydawał jej się zawsze tak posłuszny prawu, był strasznie ostry i konsekwentny w sprawie kar, a tu takie coś. Jak się okazuję był najzwyklejszym zdrajcom rasy. W pewnym momencie z powrotem spojrzała na Lucyfera, który non stop uśmiechał się z rękami za plecami.
- Czyżbyś języka zapomniała? A myślałem, że chociaż będzie z kim powalczyć, a u nic z tego-powiedział do swoich poddanych ze śmiechem.
-Nie spisuj mnie na straty tak od razu.-odezwała się nagle dziewczyn. Choć jej głos był słaby to postawę miała pewną. Nie mogła się bać. Nie mogła bynajmniej okazywać tego przy nich. Nauczyła się doskonale grać i teraz musiała to wykorzystać.
- O jednak ma język-skomentował Upadły, patrząc znudzony na nią.- A masz coś jeszcze do powiedzenia, czy będziesz piszczeć jak pisklak?-zapytał ironicznie, a chłopak w kapturze zaśmiał się krótko, ale od razu uciszył go mężczyzna obok. Ale Arivan wystarczył ten krótki śmiech. Był tak podobny. Niemal identyczny... Ale przecież to nie być jego śmiech.
- To ty zdaje się chciałeś coś ode mnie. Zadałeś sobie sporo trudno, żeby mnie znaleźć i podesłać wiadomość, co?-zapytała sucho i skrzyżowała ręce na piersi, patrząc na niego z pod rzęs.
- Oj chyba nie jesteś zbyt towarzyska. No cóż ... Tak przysłałem ci tą wiadomość. bo mam dla ciebie ofertę-przyznał z złowieszczym uśmiechem na bladych ustach.
- Niby jaką?-spytała ostro, a on zaśmiał się na jej reakcje i brak opanowania emocji.
- Mogłabyś do nas dołączyć i nie martwić się niczym-odpowiedział, a ona zaśmiała się sucho. Sama nie wiedziała, że tak potrafiła.
-A niby dlaczego miałabym do was dołączyć? Jesteście potworami! Mordercami i gwałcicielami! A ja miałabym zostać jedną z was?! Dobre żarty!Prędzej umrę!-powiedziała ostro, patrząc w jego czarne oczy. Zauważyła, że Upadły zacisnął dłonie w pięści, a poddani za nim zaczęli wyrażać sprzeciw na jego propozycję.
-Panie jej nie wolno ufać. Ona ci zaszkodzi panie-usłyszała głos Albusa, który podszedł do niego, widocznie przestraszony. Lucyfer spławił go, jednak tylko ruchem dłoni i zwrócił się do Arivan.
-Nie znasz nas, a nasłuchałaś się opowiastek i od razu uważasz nas za najgorszych.-powiedział z krzywym uśmiechem. Dziewczyna prychnęła i spojrzała po Radzie.
-Nie wierzę, że wy jesteście z nimi. Wiecie co oni robią. Widziałam na własne oczy! Z dwójką się zmierzyłam, a ty mi mówisz, że to jakieś bajki! Na własnej skórze doświadczyłam, że nie!-powiedziała ostro i splunęła na ziemię. Czuła do nich tylko obrzydzenie i nienawiść. Miała ochotę go rozerwać, ale wiedziała, że nie dałaby rady. Nie sama.
- Ojoj że raz na jakiś czas zdarzy się któryś, który ma zachciankę.-powiedział Syriusz sucho, ale Lucyfer, posłał mu ostre spojrzenie i od razu schylił głowę nisko, unikając jego wzroku.
- Ale ty też nie żyjesz w bajce dziewczynko. Powiedziano ci, że jesteśmy źli i chcemy zniszczyć świat, tak? A to że wasze rasy nawzajem niszczą siebie i świat to już tego nie widać tak? Jesteście zepsuci, kłamliwi i egoistyczni,a to nas nazywacie potworami. Zastanów się dzieciaku, bo ja mogę ci dać dużo więcej niż ten wampirek czy fearie. Możesz rządzić ze mną światem.- powiedział z chytrym uśmiechem, ale ona ani słowem mu nie uwierzyła. Znała ten typ i wiedziała, że rasy nie były idealne, ale nie były też potworami jak Upadłe Anioły.
- Po moim trupie! Nie zależy mi na władzy. Chciałam być zwykłą Nienarodzoną i pomagać ludziom. Nie dołączę do was i nie będę zabijać jak wy!-powiedziała ostro i pewnie, mierząc się z nim wzrokiem.
- A co jeśli powiem ci, że możesz odzyskać ukochanego?-zapytał,a  ona od razu poczuła ukłucie w sercu. O niczym innym bardziej nie marzyła, ale wiedziała, że z samym diabłem nie ma umów bez kruczka. Zawsze musiał być haczyk.
- Kłamiesz. Samuel nie żyje-powiedziała, ale głos jej zaczął drżeć. Znów ból powracał. Zobaczyła jak chłopak w kapturze drgnął, ale nic nie powiedział. Intrygowało ją kto to był i dlaczego skrywał twarz. Miała nadzieję, że to on, ale nie dawała dojść jej do głosu.
- Nie kłamię. Upadły jest szczery do bólu dziewczynko, zrozum zostałaś oszukana-powiedział, a Arivan pokiwała przecząco głową, nie dopuszczając do siebie jego słów.
-Kłamiesz! Wy zawsze kłamiecie! Manipulujecie innymi, aby dostać do czego chcecie! Nic co mówisz nie jest prawdą!!! Kłamiesz!-powiedziała, niemal krzycząc.W oczach miała łzy, ale powstrzymywała je. Musiała być twarda. Czuła straszny ból w głowie. Jakby ktoś chciał włamać się do jej umysłu. Przesłać jakiś obraz. Ból rozsadzał ją i ledwo trzymała się na nogach. Spojrzała na zadowolonego Lucyfera i krzyknęła:
-Przestań!- jednak nic to nie dało. Nagle upadła na kolana i poczuła jak otacza ją ciasna bańka. Nie otworzyła oczu. Wiedziała, że chciał pokazać jej coś. Straciła siły do walki i po prostu wpuściła go do swojej głowy. Momentalnie ból zniknął, a ona zobaczyła pierwsze obrazy. Jakiś obcy chłopak, który był podobny do Samuela, był przykuty do ściany. Ten sam chłopak ubrany w szatę i zaprowadzony do sali w Alias. Sąd i skazanie go na śmierć, pod imieniem Samuela Night'a. Jego ciało opadające na posadzkę i jej krzyk. Jej własny krzyk za ściany. Potem kolejne obrazy. Zdezorientowany Samuel, ten prawdziwy, z Lucyferem. Ich rozmowa i późniejsze treningi z chłopakiem. Zobaczyła też obraz jakiejś sali z łóżkiem na środku, ale nagle obraz znikł, a ona była zbyt zdezorientowana, aby cokolwiek zrobić. Otworzyła oczy i spojrzała na Upadłego, który i zadowoloną miną, patrzył na nią. Powoli podniosła się z kolan i stanęła prosto.
- To nie może być prawda. Przecież on zginął!-powiedział łamiącym się głosem.
- Nie zrozum. To był spisek. Lukas Blackwell, zapewne znasz go, chciał go porwać i zabić. Na szczęście uratowali go moi ludzie, a ja wyszkoliłem na tego kim jest-powiedział spokojnie Lucyfer. Arivan wciąż nie wierzyła. Nie mogła uwierzyć w to, że jej ukochany żył. Przez te wszystkie miesiące konała z bólu straty, a teraz mogła go odzyskać. Była gotowa zrobić wszystko, aby tylko znów był przy niej. Oddałaby życie za niego!
- Nie słuchaj go Arivan-usłyszała znajomy głos za sobą. Obejrzała się szybko i oto ujrzała go. Swojego dawnego przełożonego. Jego ciemne włosy, przeplatały niewielkie pasma siwizny, ale postawa wciąż świadczyła o sile. Jego ciemne oczy wyrażały żal i smutek, ale zarazem determinację.
- Wszystko co wychodzi z ust tego diabła jest kłamstwem-powiedział, sycząc w stronę Upadłego, który tylko zaśmiał się sucho.
- O wilku mowa-powiedział, ale Arivan patrzyła teraz tylko, na niego. Choć nigdy za nim nie przepadała, to mimo wszystko ufała mu kiedyś, bo był przyjacielem jej ojca. Stanął przed nią i chwycił za ramiona, patrząc w oczy.
-Wytłumaczę ci wszystko, ale nie tutaj. Pójdź ze mną, a obiecuję, że pomogę ci we wszystkim tylko wróć ze mną-powiedział spokojnie, a ona milczała. Toczyła się w niej bitwa i nie umiała podjąć decyzji.
- Tak wielki bohater Lukas przybiegł z odsieczą. Daruj sobie ona wie co chciałeś zrobić jej przyjacielowi. Jest po naszej stronie.- odezwał się Albus, ale zganił go za to jego pan.
-Dobre żarty Albusie. To wy porwaliście chłopaka, aby dać go Lucyferowi, a teraz próbujecie zwalić winę na mnie? Arivan nie jest głupia. Nie dołączy do was. Dobrze wie, że nie mogłem tego zrobić, bo byłem wtedy w lochach. Spotkała mnie i wie, że nie sprzeciwiłbym się przepowiedni. To wy jesteście zdrajcami i was powinno się skrócić o głowę!-powiedział wściekły, patrząc prosto na wrogów. Dziewczyna patrzyła raz na jednego, raz na drugiego i nie wiedziała co powiedzieć. Czuła, że powinna zaufać Blackwellowi, ale strasznie chciała odzyskać Samuela. Była pomiędzy młotem, a kowadłem.
- Może niech sama powie-zaproponował Upadły, a Nienarodzona podniosła głowę i spojrzała na każdego z osobna.
- Arivan proszę, wiesz jacy to potworzy-powiedział Lukas, widząc wahanie dziewczyny.
- Wiem, ale ty też mnie oszukiwałeś. Zawsze byłeś dla mnie wredny, zawsze wymagałeś więcej i nigdy nie byłam dostatecznie dobra. Nienawidziłeś mnie, więc czemu teraz się o mnie martwisz?-zapytała sucho, a on spojrzał w jej oczy.
- Nie nienawidzę cię. Kocham cię jak córkę Arivan. Obiecałem twoim rodzicom...- zaczął Blackwell, ale siła skrzydeł Lucyfera, odrzuciła go na drzewo, niedaleko za nim. Arivan pisnęła zaskoczona i zdążyła zobaczyć tylko jak Lukas staje do walki. Odwróciła się w ostatnim momencie, uchylając się od ciosu mieczem. Upadła na ziemię, ale momentalnie wstała ze swoim mieczem w dłoni. Spojrzała na przeciwnika i zamarła. Te same ciemne włosy, ta sama postawa tylko większe mięśnie, te same niezwykłe oczy i ta sama twarz. To był on. Samuel. Nie była w stanie nic zrobić. Jej serce zamarło i zaraz zaczęło bić w zdwojonym rytmie. To był jej ukochany. Tylko jedno się nie zgadzało. Jego oczy nie pokazywały tego samego. Nagle nie dał jej czasu do namysłu, bo powtórnie zaatakował. Zablokowała cios, ale on znów natarł. Blokowała je i starała się nie dać mu zranić, ale był niezwykle dobry w walce. Jego płynne ruchy i pewny atak to lata ćwiczeń dla Nienarodzonych, a on to opanował w kilka miesięcy. Była przerażona, ale nie potrafiła go zaatakować. Kochała go!
- Samuel proszę cię! Przestań!-krzyczała, ale on nie słuchał non stop atakował. Nagle potknęła się i upadła, uderzając głową w kamień. Zamroczyło ją, ale zobaczyła jak w z lasu wyszło więcej Upadłych, a z nimi walczą inni. Było trochę wampirów, fearie, Nienarodzonych i kilku wilkołaków. Nie wiedziała skąd się wzięli, ale nie miała czasu do namysłu, bo zobaczyła nad swoją twarzą miecz Samuela. Odepchnęła się na bok i miecz przeciął jej bark. Krzyknęła z bólu, ale nie zwróciła na to uwagi. Zaczęła kipieć w niej złość na Lucyfera, że tak go zmienił. Postanowiła go zaatakować i powstrzymać, bo jeszcze zginie. Momentalnie podcięła mu nogi i upadła na ziemię. Nie zastanawiając się usiadła na niego i unieruchomiła go, zakładając ręce na głowę. Non stop się rzucał, ale jego broń leżała kawałek dalej.
- Zejdź ze mnie potworze! Nienawidzę cię!-krzyczał do niej, ale ona nie przejęła się tym. Choć słowa raniły ją doszczętnie, to musiała być twarda.
- Przestań się rzucać! Samuel czy ty mnie nie pamiętasz? Byliśmy razem. Kochałeś mnie! Byliśmy tacy szczęśliwy!-powiedziała łamiącym się głosem, ale on nie wydawał się rozumieć.
-Nie zakochałbym się w morderczyni moich rodziców! Zabiję cię za nich!-wrzasnął i rzucał się jeszcze bardziej.
- Nigdy ich bym nie skrzywdziła! Samuel to kłamstwa! Lucyfer chciał, żebyś mnie znienawidził! Zrozum, że to co ci mówił to kłamstwa! Uwierz mi błagam!-powiedziała drżącym głosem, a po jej poliku spłynęła łza. Na moment jakby zrozumiał, ale nagle zaczął krzyczeć z bólu i rzucać się jak opętany. Spadła z niego i zaskoczona zobaczyła jak jej ukochany chwyta się za głowę, a już po chwili znów rzuca na nią. Nie dała rady uciec. Upadł na nią i przygniótł ciężarem. Nie była w stanie się ruszyć, gdy usiadł na niej. Spojrzał na nią i warknął:
-Zemsta nadeszła-po czym w jego dłoniach pojawił się sztylet. Zamachnął się i opuścił go, ale w ostatniej chwili Arivan zatrzymała go tuż przed swoją szyją. Z trudem trzymała jego dłonie, a jej same drżały.
-Samuel błagam!-krzyczała przerażona. Łzy popłynęły po jej polikach, a ona nie próbowała ich powstrzymać.
-Przypomnij sobie! Błagam ciebie, przypomnij sobie co razem przeżyliśmy! Jacy byliśmy szczęśliwy! Proszę cię !- próbowała nadal, ale do niego nic nie docierało. Gdy ostrze dotknęło jej szyi i lekko ją zraniło, spróbowała ostatni raz:
- Samuel kocham cię -powiedziała łamiącym głosem i odpuściła walkę...
         Blackwell dzielnie odpierał ciosy przeciwnika i sam również atakował. Oboje byli świetni w walce i ciężko było zranić przeciwnika. Jednak kilka razy się udało. Lukas miał rozciętą nogę, a Upadły draśnięty lewą stronę brzucha. Żadne, jednak nie miało zamiaru odpuścić drugiemu. Natarli na siebie i ich miecze zderzyły się z przeraźliwym brzękiem.
-Kiedyś byłeś po naszej stronie Lukas!-przypomniał z chytrym uśmieszkiem Upadły, na co zdenerwował się mężczyzna.
-Bo byłem głupi i młody, ale to było dawno temu! Nigdy już nie popełnię tego błędu-odpowiedział ostro i zaatakował, ale przeciwnik zablokował cios i ich twarze znalazły się tuż by sobie.
- Jesteś potworem, a ja przysięgam, że osobiście cię zabiję-powiedział sucho Lukas i odepchnął go od siebie. Zaatakował z całej siły, a Lucyfer nie dał rady się obronić i został ugodzony w lewy bok. Zawył z bólu, a z rany zaraz pociekła lepka, czarna ciecz. Upadły upadł na ziemię, a przeciwnik stanął nad nim.
- Możesz spróbować, ale ja jestem nieśmiertelny. Nie wiem tylko jak ta twoja dziewczynka-powiedział i zaśmiał się sucho, patrząc w bok. Lukas powędrował za jego wzorkiem i to zobaczył przeraziło go. Arivan leżała na ziemi z ranami,a  na niej siedział wściekły Samuel i próbował podciąć jej gardło sztyletem. Dziewczyna próbowała się bronić, ale widział, że słabła. Musiał szybko zdecydować i dlatego postanowił. Wściekły zamierzył się i wbił miecz tuż przy głowie Lucyfera, a po sekundzie bez zastanowienia, pojawił się w jego wolnej dłoni sztylet i rzucił w nim centralnie w chłopaka na Nienarodzonej. Sztylet zatopił się w boku Samuela, a ten krzyknął z ból i spadł z Arivan. Nie mógł jej więcej pomóc, bo Lucyfer już był na nogach i zaatakował go, powalając na ziemię.
      Arivan myślała, że to już koniec, gdy nagle jej ukochany krzyknął przeraźliwie i spadł z niej. Upadł na plecy i zaczął jęczeć z bólu. Przerażona Wybrana momentalnie znalazła się przy nim i zobaczyła sztylet w jego boku.
- Nie błagam nie!-powiedziała łamiącym głosem, a Samuel przymknął oczy wciąż jęcząc cicho. Spróbował wyjść ostrze, ale powstrzymała go Arivan.
-Nie rób tego. Posłuchaj proszę cię nie zostawiaj mnie Wyjdziesz z tego. Zabiorę cię do lecznicy i tam wyzdrowiejesz tylko zostań ze mną-mówiła łamiącym się głosem i chwyciła jego chłodne dłonie. Ścisnęła je i pocałowała, a on nic nie zrobił. Może był zbyt słaby. Dziewczyna nie potrafiła go opatrzyć, a nawet jak by chciała to nie miała żadnych bandaży, ani nic. Zamiast tego szybko, rozdarła kawałek materiału z siebie i przycisnęła to rany, aby przestał krwawić. Gdy tylko to zrobił, on znów krzyknął i nie pohamował się. Wyjął ostrze i zawył z bólu, po czym znieruchomiał i tylko cicho pojękiwał. Przerażona dziewczyna od razu przystawiła materiał do dziury i starała się zatkać krwotok. Wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. Zobaczyła, że oddychał coraz płyciej, a oddech był chrapliwy.
- Proszę cię nie zostawiaj mnie-powiedziała i położyła głowę na jego twardej klatce piersiowej, wciąż powstrzymując krwotok. Płakała i nie próbowała tego powstrzymać.Nie mogła pozwolić, aby znów od niej odszedł. Nie chciała ponownie go stracić, gdy dopiero go odzyskała.
- Nie mogę cię znowu stracić. Błagam nie zostawiaj mnie ja cie kocham!-powiedziała drżącym głosem i przymknęła oczy. Miała jedyną szansę, aby go uratować.Jego oddech był coraz wolniejszy, a ciało robiło się zimne. Zdrętwiał, a mięśnie napięły się do granic możliwości z bólu. Czuła jak jego klatka piersiowa ledwo się unosi i wiedziała, że jeszcze parę oddechów, a on umrze. Kolejny oddech ze świstem i nagle klatka przestała się poruszać. Nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała na o pozwolić. Nie miała zamiaru oddać znowu ukochanego śmierci. Nie mogła go stracić. Zbyt bardzo go kochała, aby pozwolić mu odejść.To nie był jeszcze jego czas, aby odchodził. Za jakieś 100 lat tak, ale nie teraz kiedy ona nie widziała go przez parę miesięcy i myślała, że jest martwy. Nie teraz kiedy dopiero co go odzyskała. Nie teraz kiedy znów nabrała siły w sobie. Nie miała zamiaru go oddać bez walki i była gotowa pójść po niego do innego świata. Byle tylko było z nią. Skupiła się jak tylko potrafiła i poczuła jak nieznana jej dotąd energia, spływa prosto z jej serca do dłoni, która tamowała krwotok. Poczuła jak ta niezwykła energia przenika do ciała Samuela. Momentalnie zrobił się cieplejszy, a oddech mu się wyrównał. Zaczął miaro oddychać, a ciało widocznie odprężyło się. Wrócił na ten świat. Wrócił do niej, a ona bała się spojrzeć. W końcu jednak przełamała się. Podniosła zapłakane oczy i spojrzała na jego twarz, czekając. Nagle otworzył oczy, a jego wzrok był zamglony. Spojrzał na nią, ale w jego oczach nie było złości. Nie było chyba nic. Arivan poczuła jak jej serce stanęło. Nie mogła wydusić słowa, a gdy już się odezwała to brzmiało to jak dziecięcy głosik.
-Samuel?
                         ***************************** 
      Tak wiem, że kochacie mnie za te zakończenia :D Mam wenę więc rozdział daję już dziś, a nie jak planowałam w sobotę. Znajcie moje chamskie serce :* Mam nadzieję, że się podoba i nie ma dużo błędów. Myślę, że nie je zanudził was na śmierć i wyrazicie swoją opinie w komentarzach. Strasznie proszę udzielajcie się, bo to mi daje dużo motywacji. Chce szczerych opinii, krytyki też, ale proszę was udzielajcie się. Kolejna wiadomość to dodała zakładkę, gdzie możecie zobaczyć jak widzę bohaterów mojej książki. Nie są w 100% oczywiście,ale mniej więcej. Jeżeli wy macie pomysły jak mogliby wyglądać bohaterzy to  piszcie mi propozycje w komentarzach, tu czy tam w zakładce. Czekam na was i liczę na szczere komentarze (ochrzan też).  A bo zapomnę. To przed ostatni rozdział i niedługo koniec pierwszej części,ale nie martwcie się będzie kontynuacja :D Tak was nie zostawię bez odpowiedzi. No cóż więcej informacji będzie pewnie w następnych rozdziałach. Do zobaczenia wasza
                       - Dont Cry To Me

piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział.18.

      Po tym jak chwilę ochłonęli postanowili zaprowadzić młodą dziewczynę do dworu i tam królowa miała podjąć decyzję, co dalej. Rola odprowadzenia jej przypadła Rafaelowi, który bardzo chętnie się zgodził. Widać było, że wpadła mu w oko. Jego brat chyba miał to samo, bo nalegał, aby móc iść z nim. Niestety Mark zarządził, że on zostaję i dalej patrolują obszar. Musiał się podporządkować. I tak dokończyli swój patrol. Do samego końca było spokojnie. Żadnych więcej demonów, czy Upadłych. Cieszyło to chłopaków, ale Diana była zaniepokojona. Po sytuacji z domu Samuela, po snach i po tej akcji z brutalnym Upadłym w domu blondynki, podjęła decyzję, że sprosta przepowiedni, ale niestety nie wiedziała jak. Bała się powiedzieć prawdę Emilii, bo wiedziała, że będzie zła i zapewne wyda ją Radzie. Musiała, jednak jak najszybciej podjąć decyzję, bo wojna nadchodziła nieubłaganie i wcale nie mieli dużo czasu.
Szła tak zamyślona za resztą zespołu i nie spostrzegła się nawet, gdy byli już przy bramie. Szybko zdała broń i przebrała się w normalne ubranie, po czym ruszyła do środka, nie patrząc na chłopaków.
- Hej coś nie tak? - zapytał Mark, doganiając ją w korytarzu.
Zerknęła tylko na niego, z bladym uśmiechem na ustach, po czym wzruszyła ramionami.
- Gadaj. Zła jesteś, że na ciebie krzyczałem? Zdenerwowałem się, bo wystraszyłaś mnie, gdy zniknęłaś - powiedział szybko,a ona zatrzymała się gwałtownie.
- Nie to nie o to chodzi naprawdę. Trochę zmęczona jestem po akcji z Upadłym. Nie myślałam, że oni są aż tak okrutni - wyznała sucho, patrząc na swoje ręce, gdzie miała jeszcze plamki krwi. Nie wiedziała, czy rannej sieroty, czy tego potwora. Wolała też się w to nie zagłębiać, tylko jak najszybciej się tego pozbyć.
Spojrzał na nią z smutnym uśmiechem i poklepał po ramieniu.
- Im szybciej się tego dowiesz, tym lepiej. Teraz już wiesz, czemu mamy ich mordować, a nie okazywać litość, bo oni nigdy nie okażą jej innym.Nie mają tego co wszystkie inne stworzenia. Nie mają duszy - powiedział, a ona skinęła zgodnie głową.
Uśmiechnęła się półgębkiem i rozejrzała po pustym korytarzu.
- Wiem, ale wiesz chciałam się położyć i odpocząć - powiedziała, sugerując, aby sobie poszedł, a on od razu zrozumiał.
Pożegnał się szybko i odszedł w przeciwną stronę. Diana westchnęła i ruszyła w stronę swoich drzwi. Wahała się, czy pójść do Emilii. Nie znała jej reakcji i bała się, że wydadzą ją Radzie. Może i oni by pomogli jej z Radą, ale nienawidziła ich za śmierć jej ukochanego. Na ich widok wszystkie wspomnienia wracały do niej i znów miała ochotę się zabić. W końcu, jednak musiała się przełamać i chciała to mieć jak najszybciej za sobą.
Dlatego też stanęła przed drzwiami pokoju księżniczki i zapukała. Doczekała się szybkiej odpowiedzi, więc weszła i zobaczyła Emilię, stojącą przy oknie w blado-różowej sukience i rozpuszczonych włosach. Spojrzała z uśmiechem na przyjaciółkę i spytała:
- Jak patrol?
- Nie licząc tego, że musiałam zabić Upadłego to w porządku - odpowiedziała obojętnie i podeszła bliżej.
Rudowłosa zrobiła zdziwioną minę i lekko otworzyła usta.
-Nie gadaj? Sama? - spytała, a Diana skinęła głową - No to masz talent. Powinnam się ciebie bać - powiedziała z szerokim uśmiechem, ale przyjaciółce nie było do śmiechu.
- No może, ale nie o tym przyszłam gadać Em - powiedziała, a Emilia od razu wydała się zainteresowana.
- No to mów, bo robię się ciekawa - ponagliła ją, gestem. Nienarodzona wzięła głęboki wdech i wypuściła powietrze.
- Pamiętasz jak kilka miesięcy temu Rada odnalazła Wybraną, a ona im uciekła? - rudowłosa skinęła głową i zbliżyła się do czarnowłosej. - No więc ona miała na imię Arivan i słuch o niej zaginął, tak? -znów potwierdzenie. Widać, że Emilia zaczynała się domyślać, ale milczała i z uwagą słuchała.
- A nie zdziwiło cię, że chwilę po zaginięciu jej, ja się pojawiłam u was?... - powiedziała Diana i nagle zamilkła, widząc szeroko otwarte oczy księżniczki. Przez chwilę trwała cisza, która dłużyła się niemiłosiernie.
Nienarodzona przygryzła dolną wargę, patrząc jak przez twarz Emilii zmieniała się co sekundę. Złość, szok, ekscytacja, gniew, smutek i zaskoczenie.
- Em to ja jestem Arivan Morgenstern. Zmieniłam tylko fryzurę i styl - powiedziała słabym głosem, a rudowłosa spojrzała w jej oczy. Jej dłonie były zaciśnięte w pięści.
- Okłamałaś mnie. Oszukałaś. Ufałam ci i zabrałam do siebie. Mówiłam ci wszystko, a ty mnie oszukałaś! - powiedziała z goryczą w głosie i cofnęła się o krok przed nią.
- Ja wiem, ale daj mi to wyjaśnić. Ja chciałam....
- Nie! Nie będzie żadnych wyjaśnień. Okłamałaś mnie, a cały świat magiczny cię szuka! - krzyknęła wściekła, a Diana cofnęła się. Było jej strasznie przykro, ale rozumiała zachowanie Emilii.
Szła tyłem do drzwi, ale nim do nich doszła wpadła na kogoś i pisnęła, odskakując. Odwróciła się momentalnie i zobaczyła zdziwioną twarz wampira. Jego oczy wyrażały sprzeczne uczucia, ale przeważała w nich radość z odzyskania Arivan.
-Vlad... - zaczęła, ale nie wiedziała co powiedzieć. Zamilkła, a chłopak przyjrzał jej się uważnie i na jego ustach wykwitał uśmiech.
- Ari.. - szepnął tylko i momentalnie jego silne ramiona oplotły ją i przycisnęły do siebie.
Przytulił ją tak mocno, że poczuła jak jakaś kość jej przeskakuję.  Na chwilę zapomniała, dlaczego go znienawidziła i przytuliła się do niego.
-Vladimirze ty ją znasz?! - usłyszała zły głos Emilii. Momentalnie oderwała się od wampira, który uparcie nie chciał jej wypuścić z uścisku.
- Tak to moja przyjaciółka. Jak mogłem jej nie rozpoznać - powiedział, patrząc na twarz Diany. Wyplątała się z jego ramion i stanęła kawałek dalej.
- I nie jesteś wściekły? Oszukała wszystkich! - krzyknęła zła księżniczka. - Ja powiem wszystko matce, niech ona podejmę decyzję co z nią dalej! - dodała po chwili wściekła i ruszyła do drzwi, ale Vlad zatrzymał ją, chwytając za ramię.
- Nie rób tego! Zdenerwujesz ją, a to nie pomoże nam - powiedział ostro, ale ona tylko wyrwała się i rzuciła mu ostre spojrzenie.
- Gówno mnie to obchodzi! Niech sama sobie radzi, ja nie chcę jej znać! - wrzasnęła i wyszła z pokoju, zamykając drzwi z trzaskiem. Vladimir spojrzał na przyjaciółkę i uśmiechem.
- Nie wiesz jak tęskniłem za tobą - powiedział, trzymając jej twarz w swoich dłoniach. Patrzyła w jego oczy i nie wiedziała co powiedzieć. Wezbrała w niej złość, gdy przypomniała sobie to, co przeczytała kiedyś w jego umyśle.
- Tak tęskniłeś, czy straciłeś swoją drogę do sławy? Chciałeś mnie wykorzystać, aby zdobyć władzę! - zarzuciła mu, a go to zszokowało. Opuścił dłonie i stanął jak wryty.
- Czytałaś mi w myślach? - zapytał otępiały, a ona skinęła głową. - Ari to nie tak. Musiałem tak powiedzieć mojemu ojcu, aby chciał cię ratować, ale i tak nie wyszło. Nigdy bym cię do niczego nie wykorzystał - powiedział poważnie, a ona nie wiedziała co odpowiedzieć. Chciała mu wierzyć, ale nie była przekonana.
Chwycił ją znów za ręce i zbliżył się do niej.
- Przeczytaj moje myśli ile razy po nocach, myślałem, gdzie jesteś i czy wszystko z tobą gra. Bałem się, że już nigdy ciebie nie zobaczę - wyznał, a ona uśmiechnęła się lekko, bo przeczytała urywek jego myśli. Miał rację, a ją to uspokoiło.
- Wierzę ci - powiedziała i przytuliła się do niego. Tęskniła za swoim przyjacielem i było jej go brak. Objął ją i odwzajemnił uścisk.
- Ari musimy iść. Jeżeli Semira już wie, to zapewne wysłała już po ciebie straż. Musimy się wynosić - powiedział, a ona skinęła głową. Jednak pozostawał jeden szczegół.
- A co z twoim ojcem? - spytała cicho,a ten uśmiechnął się zadziornie.
- Postawimy go przed faktem dokonanym i nie martw się oto, tylko chodźmy już - odpowiedział z tym jego krzywym uśmieszkiem.
Również uśmiechnęła się słabo i rozejrzała po pokoju. Jak mieli się stamtąd wydostać skoro straże już zapewne wiedziały, że nie mogą jej wypuścić.
- Jak? - zapytała tylko, a ten podszedł do okna i otworzył je.
- Bardzo prosto. Polecimy. Daleko nie mamy, a latać chyba jeszcze umiesz, co? - zapytał, a ona skinęła głową i uśmiechnęła się krzywo, podchodząc do niego.
- A chcesz się przekonać? - zapytała zadziornie i przecisnęła się przez otwór w oknie na parapet.
- Wróciła Arivan - powiedział z szerokim uśmiechem. Dziewczyna nie chciała myśleć, bo wtedy zawładnąłby nią strach, a tak szła na żywioł.
Przymknęła oczy i choć od kilku miesięcy nie latała, to doskonale pamiętała jak to robić. Przykucnęła lekko, by po chwili odbić się od parapetu i poszybować wysoko w górę. Zobaczyła pod sobą ogromny dwór fearie i dalej wioski, oraz las. Wszystko wyglądało bajecznie, ale ona nie miała czasu podziwiać tego wszystkiego.
Po paru sekundach dołączył do niej Vladimira z krzywym uśmieszkiem na twarzy.
- To co kto pierwszy? - spytał, a ona skinęła głową i momentalnie wystrzeliła do przodu.
Znała drogę do królestwa wampirów, więc łatwo było tam dotrzeć. Nie oglądała się za siebie, tylko zachwycała wolnością. Kiedy była tam w powietrzu, nie myślała o całym bajzlu na dole. Liczył się tylko wiatr i śpiewa ptaków. Wszystko inne znikało. A ona czuła się spokojna i zrelaksowana.
Leciała strasznie szybko, a Vlad był tuż za nią, gdy nagle wyprzedził ją i zapikował w dół. Dziewczyna poszła w jego ślady i już po chwili oboje stali u stóp schodów, prowadzących do ogromnego pałacu.
- A nie mówiłem, że jestem lepszy - powiedział zadowolony wampir, a Arivan pokazała mu tylko język.
- Co teraz? - zapytała, patrząc na drzwi i dwóch wampirzych strażników. Czuła narastający w niej strach i niepokój.
- Pogadam z ojcem, ale sam na sam, a ty.... - zamilkł na moment, po czym dokończył - masz swoje dary, więc użyj ich i stań się niewidzialna - zażartował, ale ona potraktowała to poważnie.
- Nie ma problemu, tylko nie zamykaj za sobą od razu drzwi, co? - powiedziała, a on wydał się zdziwiony, ale uśmiechnął się tylko i skinął głową.
- No to już - ponaglił ją, a ona zamknęła oczy i przywołała moc wiatru. Z trudem jej to przyszło, bo nie miało za dużo sił, po walce z Upadłym. Udało się, jednak i już po chwili stała się niewidoczna dla przyjaciela, który uśmiechnął się z uznaniem i ruszył do zamku.
Szła krok za nim, aby czasem nie wpaść na niego, ale nie mieć też kłopotów, że drzwi przed nią zamknął. Kiedy znalazła się już w środku, nie dał jej ani chwili na podziwianie wnętrza, bo już szedł w górę po schodach z obojętnym wyrazem twarzy. Ją natomiast zachwycał gotycki wystrój pałacu i niesamowite obrazy na ścianach. Nie dano jej, jednak czasu, aby dokładniej im się przyjrzeć.
Nagle Vladimir zatrzymał się przed jakimiś drzwiami i zapukał. Gdy usłyszał zgodę na wejście, powoli otworzył je i wszedł do gabinetu ojca. Arivan wślizgnęła się zaraz za nim. Zobaczyła duży pokój, który niemal przy każdej ze ścian miał regały z książkami. Musiało się nudzić temu królowi. Znudzony Valentaine siedział za ciemnym biurkiem i przeglądał jakieś papiery, co chwila popijając krew ze szklanego kieliszka. Spojrzał krótko na syna, po czym mruknął:
- O co tym razem chodzi?
- Chciałbym, aby ktoś u nas został - odpowiedział spokojnie,a król zaśmiał się sucho, odkładając papiery na blat.
- A któż tym razem? Powinieneś zrozumieć, że nie prowadzimy sierocińca - ostrzegł go,ale Vlad się tym nie przejął.
- To nie dziecko, które straciło dom, ale tak apropo to jako król masz obowiązek im pomagać -przypomniał młody wampir, na co król się zirytował.
- Mów o co chodzi. Nie mam czasu - ponaglił go.
- Chcę, aby Arivan Morgenstern u nas została - powiedział twardo, na co Valentaine zachłysnął się krwią z kieliszka.
- Jak ją odnajdziesz to bardzo chętnie - powiedział z chytrym uśmiechem. Arivan nie odrywała od niego wzroku, patrząc w ciemne oczy króla. Zamyśliła się i weszła w jego umysł. Zobaczyła świeże obrazy z mordów w jego królestwie. Martwe ciała wampirów,w każdym wieku, oraz inne. Mężczyzn ze skrzydłami. Więcej było ciał wampirów. Zmasakrowane dzieci i płaczące niemowlaki za matkami. A nad tym wszystkim walczące straże króla z Upadłymi. Obrazy były straszne i wzbudzały w niej gniew. Coraz bardziej pragnęła zemsty na Upadłych Aniołach.
Z tego transu wyrwał ją głos Vlada:
- Ale ona jest tu z nami. Ari pokaż się - powiedział, a ona momentalnie poczuła, jak moc ją opuściła i nagle pokazała się zdziwionemu królowi.
Przez moment Valentaine milczał, zbierając myśli.
- No nieźle Vladimirze. Ty zawsze musisz mnie w coś wpakować - powiedział w końcu, a syn uśmiechnął się krzywo i spojrzał na Arivan, która wydawała się być zawstydzona.
- Naprawdę jesteś Arivan? Z tego co pamiętam to była brunetką - powiedział, patrząc na jej włosy.
- Tak, bo pofarbowałam je - odpowiedziała i pokazała przy tym, pokazujące się już odrosty.
- No no. Niezła z ciebie panienka widzę. Dla mnie możesz tu zostać, ale jeśli Rada się dowie to mogą być kłopoty - powiedział spokojnie, a ona skinęła głową. Nie wiedziała co odpowiedzieć.
- O to się nie martw ojcze. Nie zabiorą jej - zapewnił Vlad, a król zaśmiał się sucho.
- Dobra, dobra, a co z Emilią? - zapytał,a  Nienarodzona przygryzła dolną wargę.
- Wkurzyła się i powiedziała matce, ale ja wiem, że ty to załatwisz i ślub się odbędzie. To zostawiam tobie ojcze - powiedział i z uśmiechem ruszył do drzwi, wcześniej chwytając przyjaciółkę za ramię.
- Jak zwykle. Ty zginiesz synu jak mnie zabraknie - powiedział ostro, ale Vlad zamknął tylko za sobą drzwi i spojrzał z uśmiechem na dziewczynę, która była nadal w szoku.
- Mówiłem, że nie ma się co martwić  - powiedział dumny z siebie.
- Ale czemu on taki spokojny? - spytała.
- Mam z nim umowę, ale to kiedy indziej ci powiem. Choć pokaże ci pokój. Będziesz miała blisko mnie, jak coś - powiedział i pociągnął ją korytarzem do kolejnych schodów. Arivan wciąż była otępiała, więc szła za nim po prostu i nic nie mówiła. Starała się poukładać sobie wszystko w głowie, ale była tak zmęczona, że nie szło jej to za dobrze. Marzyła tylko, aby położyć się i móc zasnąć w ciepłym łóżku.
Kiedy doszli do drzwi, gdzie Vladimir zatrzymał się, zastanowiło ją jedno. Czy oni nie śpią w trumnach? Szybko, jednak dostała odpowiedź na to pytanie, bo gdy drzwi się otworzyły zobaczyła duże czarne łóżko z baldachimem w kolorze szkarłatu, oraz pasujące do tego meble. Było trochę mrocznie, ale i ładnie.
- Oto twój pokój. Czuj się jak u siebie. Jakby co to będę naprzeciwko - powiedział i przytulił ją szybko, po czym zniknął za drzwiami.
Dziewczyna trochę niepewnie podeszła do łóżka i dotknęła miękkiej pościeli. Nie myślała za długo i po prostu wślizgnęła się pod kołdrę. Szybko znalazła wygodne miejsce i zamknęła oczy. Nie miała nawet siły, aby analizować dzisiejszy dzień. Niemal od razu odpłynęła w upragniony sen.
                                       *********************************
                Na jakiejś bocznej drodze w lesie była duża mgła. Drzewa były jakby wyschnięte i przerażające. Arivan szła w swojej fioletowej sukience i skórzanej kurtce. Drżała z zimna i zupełnie nie wiedziała skąd tam była. Bała się, ale nie potrafiła zawrócić.  Coś ją ciągnęło w tamtą stronę. Czuła, że tam było coś ważnego. Nagle zaczęła zwalniać kroku, widząc na drodze ślady krwi. Nie zawróciła, jednak i szła dalej. W pewnym momencie zobaczyła kogoś przed sobą. Miał białe włosy i elegancki garnitur na sobie.  Pamiętała go z wcześniejszych koszmarów, a jego skrzydeł nie dało się z niczym pomylić. Patrzył na nią z szerokim uśmiechem. Wiedziała kim był. Pierwszym Upadłym-Lucyferem. Wyglądał majestatycznie, a zarazem przerażająco. Jak diabeł z aniołem w jednym. Zaraz przecież tak było. Niegdyś Archanioł w Niebie. Jeden z najważniejszych w ich hierarchii. Ale sprzeciwił się Wszechmogącemu, bo chciał sam rządzić. Za karę został zesłany do piekła i tam mógł sobie rządzić wraz z demonami. Niestety nie wystarczało mu to i chciał przejąć ziemię i inne światy. Jak widać zaczął realizować plany. Teraz stał przed nią i uśmiechał się, jakby wiedział, że już wygrał. Choć nawet nie doszło do starcia. Patrzyła na niego przerażona. Wiedziała, że z nim nie miała szans. On nie był zwykłym Upadłym. Był tym najpotężniejszym. 
- Miło poznać tą, która podobno ma mnie zgładzić. Szczerze spodziewałem się jakiejś silniejszej -powiedział suchym głosem. Arivan nie wiedziała co powiedzieć. Stała jak wryta, starając się zapanować nad emocjami.
- I jaka strachliwa. Lepiej od razu się poddaj to pozwolę ci dołączyć do nas-zaproponował, a ona nagle odzyskała głos. Nie była w stanie powstrzymać emocji.
- I mordować niewinnych? Wykorzystywać dziewczyny do zabawy? Zapomnij. Wy powinniście zginąć! A ja prędzej umrę niż do was dołączę! - powiedziała ostro, a Lucyfer uśmiechnął się tylko krzywo i zaśmiał ostro.
- To sprawdź notatnik - powiedział sucho i nagle obraz zaczął się rozmywać, a on już po sekundzie zniknął. Arivan dostała silnych zawrotów głowy i momentalnie upadła na kolana, czując duszności. Próbowała złapać oddech, ale paliły ją płuca. Starała się łapać oddech, ale nie udawało jej się to. Czuła, że jak traci przytomność i odpływa w ciemność. Nie zdołała nic powiedzieć, po prostu upadła na ziemię i ogarnął ją mrok...
Obudziła się, siadając gwałtownie na łóżku, cała spocona. Chwyciła się za gardło i wzięła głęboki wdech. Pieczenie ustało, a ona mogła swobodnie oddychać. Dotknęła mokrych polików. Nie zorientowała się nawet kiedy zaczęła płakać.
Uspokajała się dobrych parę minut, aż mogła spokojnie pomyśleć. Przypomniała sobie o tym co powiedział jej Lucyfer we śnie. Szybko znalazła notatnik bez którego się nie ruszała i zawsze miała go przy sobie. Był w formacie A5,więc łatwo chowała go w butach lub spodniach.
Wyjęła go szybko i przekartkowała kartki. Nagle wypadła niewielki skrawek papieru. Zaskoczona wzięła go do rąk i przeczytała, krótką wiadomość.
"Jeżeli chcesz dowiedzieć się prawdy i zobaczyć ukochanego przyjdź do lasu przy domu chłopaka". Przez pierwsze minuty nie potrafiła się ruszyć, czytając to kilka razy. Wiedziała, że to mogły być tylko żarty, ale coś jej mówiło, że to prawda.
W końcu ocknęła się i szybko wstała z łóżka. Założyła szybko kurtkę i buty, po czym spojrzała jeszcze raz na wiadomość. Nie miała wyboru. Jeżeli to prawda i Samuel żył to chciała tylko go zobaczyć. Nawet jeżeli miała zaraz po tym umrzeć. Dawne uczucie w niej odżyło i dało jej nowej siły. Myślała czy nie iść po Vlada, ale nie chciała go martwić i narażać.
Wolała iść sama. Podeszła do okna i nim zdążyła się rozmyślić wyskoczyła z niego, ale w między czasie zaczęła lecieć. Nie traciła, ani chwili i leciała jak najszybciej potrafiła. Mijała lasy, jeziora, góry, wodospad i kolejne lasy, aż w końcu zobaczyła znajomy dom Samuela. Zapikowała w dół i wylądowała na ziemię u skraju lasu. Przygryzła dolną wargę, widząc ścieżkę prowadzącą do lasu. Zaznaczała ją kreska po obu stronach z ognia. Szła nią powoli, czując jak rośnie w niej strach. Gdy doszła do pewnego miejsca zobaczyła go. Wyglądał identycznie jak we śnie. Tyle tylko, że nie był sam. Koło niego stał młody chłopak w kapturze na głowie,który zasłaniał jego twarz. Wyglądał jej znajomo. Za nimi stało kilka osób, które ona doskonale znała i nienawidziła. Był tam między innymi sam przewodniczący Rady Starszych - Albus Black, który uśmiechał się zadziornie i widocznie był zadowolony z takiej sytuacji. Arivan przeżyła straszny szok, widząc,że było z nim jeszcze kilku z Rady i co ważniejsi z Alias.
- Tak, więc witam cię w prawdziwym świecie dziewczynko - odezwał się suchym tonem Lucyfer, a ona była zbyt zszokowana, by się odezwać.
                                                  ******************
        Cześć i czołem! Oto świeżutki 18 rozdział. Od razu wam mówię, że niesprawdzony, bo jak tylko wróciłam ze szkoły, a nie powiem, że nie skróciłam sobie lekcji :P To zabrałam się za bloga i dopiero skończyłam. Męczyłam go nieźle, bo coś nie chciał mi wyjść, ale myślę, że jest znośny. Mam dla was może dobrą, może złą wiadomość. Zostały mi dwa rozdziały + epilog i KONIEC PIERWSZEJ CZĘŚCI. Mam, więc do was pytanie czy wolicie, aby rozdziały drugiej części pojawiały się tutaj, czy wolicie nowego bloga. Chcę waszych opinii, ponieważ sama nie umiem się zdecydować. Mam nadzieję, że mi pomożecie i wyrazicie swoje zdanie. No cóż czekam i liczę na was no i przepraszam za błędy :* 
                   - Dont Cry To Me